Google+ Followers

wtorek, 12 kwietnia 2016

"Pani Doubtfire"- przydasie - wisior

Witajcie kochani.
Dzisiaj miał być post zupełnie inny i na inny temat. Jednak ostatnie dni przyniosły mi tyle niespodzianek, że postanowiłam się nimi 
z Wami podzielić. To wprost niewiarygodne. Zakładając bloga nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mnie to blogowanie wciągnie 
i jak bardzo się od tego blogowego świata uzależnię. Tym bardziej, że spotykam tu niesamowicie zakręcone, zwariowane, wspaniałe 
i utalentowane dziewczyny. Nawet nie sądziłam, że mój niby ogrodowy blog zamieni się w rękodzielniczy, że mimo "słusznego" już wieku zacznę robić coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam. Tym bardziej jest mi niezmiernie milo, że niektóre z Was obdarowały mnie swoimi pięknymi pracami i tym samym dopingują do dalszej pracy. Zacznę od początku. W piątek wieczorem po powrocie 
z ogrodu czekała na mnie przesyłka od BOŻENKI. Byłam zaskoczona, ale orzeszek stuknął mnie po łepetynie i skojarzyłam, że kiedyś brałam udział w zabawie u Bożenki i szczęśłiwym trafem wygrałam niespodziankę. Zupełnie o tym zapomniałam, ale Bożenka nie zapomniała.  Sami zobaczcie co znalazłam w paczce. 
Od Bożenki dowiedziałam się, że ta laleczka to igielnik i można śmiało wbijać szpilki w jej urocza pupę. Nazwałam tę laleczkę 
" Pani Doubtfire", bo jakoś tak mi się skojarzyło.


  Fantastyczna jest prawda?


To jeszcze nie wszystko. Koszyczek pełen frywolitkowych kwiatków wprawił mnie w osłupienie, bo zawsze i wszędzie podziwiam tego typu prace. Sama nie mam zielonego pojęcia o frywolitce. Zobaczcie ile tam kwiatków. 



  Bożenka jednak na tym nie poprzestała. Do kompletu dołączyła śliczne serducho ubrane we frywolitkową koronkę. 
Czyż nie jest urocze? 


Bożenko ślicznie Ci dziękuję za niespodziankę. Jestem zaszczycona, że mnie takimi cudeńkami obdarowałaś. 
To jednak nie koniec niespodzianek. Poniedziałek był  jednym z tych dni, które chciałoby się zapamiętać na długo. Znowu po powrocie z ogrodu sąsiadka przyniosła mi tym razem dwie paczki. No ja Cie kręcę co się dzieje. Jakaś pizza chyba do mnie przyleciała. Tylko jakoś nie pachniało pizzą.


Spojrzenie na adresata i już wszystko stało się jasne. To nasza ANULKA, która z wielkim zaangażowaniem prowadzi zabawę" Karteczki przez cały rok".postanowiła wspomóc mnie wszelkiego rodzaju "przydasiami" To co zobaczyłam w środku przyprawiło mnie o zawrót głowy. Jezusku ile tego. Anulka nieźle się napracowała by to wszystko przygotować, wykroić, wygnieść, spakować itd. 


 Czego tam nie ma. Serwetki, przepiękne wycinanki, napisy, koronki, taśmy dekoracyjne, nożyczki ze wzorkiem, papiery do karteczek i cała masa wszystkiego co może się przydać. 


Wiem teraz, że Anulka pewnie chciała mnie tym zmotywować do działania i powiem Wam, ze jej się to udało znakomicie. 
 Aniu nie wiem jak Ci dziękować. Chyba najlepiej, jak zrobię z tego wszystkiego użytek. Jesteś Wielka i kochana. 
Bardzo, bardzo Ci dziękuje. 
Jeśli myślicie, że to koniec to jesteście w błędzie. Totalnym zaskoczeniem była kolejna paczka. Kiedy zobaczyłam nadawcę, buzia mi się uśmiechnęła od ucha do ucha. Paczka była od AGNIESZKI. Gdyby ktoś nie znał Agnieszki to koniecznie zajrzyjcie. To mistrzyni w renowacji mebli i nie tylko. Sami zaraz zobaczycie. Agnieszka kiedyś się odgrażała, że mnie zaskoczy i tak się stało. To co zobaczyłam powaliło mnie na kolana. Jak można coś takiego zrobić?


Fantastyczny wisior czyż nie? Jaka precyzja i jak delikatnie. 


Jestem zachwycona.
Agnieszko rozumiem, ze ta puszka farby, znakomitej jakościowo, to taki mały kopniak, bym wzięła się za renowacje mebelków, które lubię robić, a których dawno nie robiłam. W kolejce czeka parę rzeczy wiec farba przyda się zdecydowanie. Wszystkim polecam ta farbę, która możecie zakupić u Agnieszki TUTAJ


Aguś Tobie również dziękuję z całego serca.
 Wszystkie dziewczyny jesteście kochane. 
No i jak tu nie lubić poniedziałku?