wtorek, 9 lipca 2019

Zakochać się w Islandii.

Urlop się skończył. Wiecie jak to jest, gdy po dłuższym czasie czas zebrać się do pracy. Nie chciało się, oj nie. Szczególnie, że tak na prawdę to jeszcze na dobre nie wróciłam z miejsca, które dane mi było zobaczyć.  Islandia, bo o niej mowa, to kraina 
w której zakochałam się dawno temu dzięki internetowi, zdjęciom i opowieściom. Kiedy padła propozycja wyjazdu, nie zastanawiałam się ani chwili. Chciałam skonfrontować swoje wyobrażenia
 z rzeczywistością 
i nawet strach przed samolotem nie przeszkodził 
w podjęciu decyzji. 
Wylądowaliśmy w Keflaviku - mieście w południowo-zachodniej części Islandii.  Do miejsca przeznaczenia mieliśmy jakieś 350 km, na kraniec 
w północno -zachodniej części kraju.
 Zobaczcie co widziałam po drodze. 

Wyjeżdżając z Reykiaviku, niesamowite wrażenie zrobiły na mnie puste drogi, kilka aut na kilkadziesiąt kilometrów. Pustkowie i cudna odkryta przestrzeń.


Widoki zupełnie jak na Marsie. Skały powulkaniczne, trochę mchu i dzikich traw i jaskinie. Jedną z nich udało się zanawiedzić.


Dalej było geotermalne spa z odkrytą laguną. Bogactwo minerałów sprawiło, iż po kilku godzinnej kąpieli......... marzenie. Przy okazji podjechaliśmy zobaczyć największe na świecie gejzery, które strzelały wysoko co kilka minut.


Potem było jeszcze piękniej. Wodospady, wciąż ogromna przestrzeń, góry zatoczki i zieleń, niepodobna do naszej, 
a jednak jest, czasem łany niebieskiego łubinu cieszyły oczy.


Pustymi drogami jechaliśmy w stronę wulkanów, których tu na Islandii jest około 130. Kilka wygasłych udostępniono zwiedzającym.


Miejsce w którym mieszkaliśmy, położone na klifie, sto metrów od oceanu. 
Kościółek niczym z bajki, samotny na tym pustkowiu, no i konie, galopujące na wolności, niczym nie ograniczone, swobodne.


Słońce, które nie zachodzi, tulipany i żonkile w lipcu, wiatry i niesamowicie czyste powietrze, woda mineralna w kranach, przestrzeń, przesympatyczni mieszkańcy, którzy swoją dbałością o środowisko zadziwiają, cisza i wolniejsze tempo życia, a także smakowite rybki łowione na wędkę, wspaniała baranina i nawet mięso rekina, na długo pozostaną 
w mojej pamięci i pewna jestem jednego, że jeszcze tam wrócę. 


Uciekłam od upałów w Polsce i przywiozłam ze sobą trochę tego chłodu. Dzięki temu nie przeżyłam termicznego szoku. 
W domu i ogrodzie jakże inne obrazki zastałam. 









Cała paleta kolorów, innych zapachów, wdzięcznych kształtów, różnorodność roślin przeolbrzymia i sama nie wiem, czy bardziej mi odpowiada surowy klimat Islandii, czy kapryśny nasz polski. Wiem jedno.
 Od Islandczyków możemy się wiele nauczyć i oby każda podróż do tego pięknego kraju zaowocowała dobrymi spostrzeżeniami i obyśmy potrafili zadbać 
o swoje miejsce na ziemi tak, jak robią to właśnie potomkowie Wikingów.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie. 
Pora wziąć się za robótki i nadrobić zaległości 
w odwiedzaniu Waszych blogów.
















czwartek, 20 czerwca 2019

Skromne motyle w czerwcu.

Lato, lato, lato wszędzie... Żar leje się z nieba. Mam nadzieję, że odpoczywacie i zaczynacie wakacje 
i urlopy. Mój blog powoli zarasta pajęczyną. Niechaj tak będzie dopóki musi. Dzisiaj jednak pokażę wam skromną do bólu i jedyną karteczkę, którą przygotowałam na zabawę naszej Anulki.


Kolory dominujące , które wybrałam to biały, niebieski, żółty i czerwony. 
Gdzieś w internecie znalazłam grafikę z motylami. Bardzo mi się podobała więc postanowiłam wykorzystać ją do kartki.


  Na kartce obowiązkowo musiały znaleźć się frywolne kwiatki, które kiedyś dostałam od Bożenki Wdaniec. Sama niestety póki co nie umiem "machać" czółenkiem, ale co się odwlecze to nie uciecze.




Tym sposobem, skromnie lecz zaliczam Anulkową zabawę.


Mój czas spędzam w ogrodzie, który jest dość wymagający. Poświęcam mu każda wolną chwilę, dlatego właśnie nie udzielam się w blogosferze. Dobrze się w nim czuję i dobrze wypoczywam.
Róże odwdzięczają się za opiekę pięknym kwitnieniem.



                     Hortensje Strong Anabel zapowiadają się zjawiskowo.






Na koniec chcę Was serdecznie zaprosić do haftowania. Ania w porozumieniu ze sklepem Coricamo zorganizowała kolejny SAL. Tym razem haftujemy cudowne flamingi. Oczywiście ja również zgłosiłam się do zabawy. sami zobaczcie. Obraz jest piękny. Czasu jest sporo więc każda da radę. 




Za kilka dni wyjeżdżam na wakacje. Znowu nie będzie mnie przez jakiś czas. Obiecuje jednak, że po powrocie zjawię się z nowymi pracami. Mam bowiem sporo do zrobienia i nadrobienia. 
Pozdrawiam Was serdecznie.










niedziela, 26 maja 2019

Na równiku tez jest zimno

Tak bardzo chciałam przyłączyć się do tej akcji. Tak bardzo, że nawet chwyciłam za szydełko, którego nie miałam w dłoniach dość dawno. Powoli mi to szło, bo mistrzem dziergadełek nie jestem, jednak udało mi się poczynić dwa kocyki dla tych przeuroczych małych Pigmejów. Dzięki temu poczułam się bliżej tego pięknego dzieła jakim jest niesienie im pomocy. 
O akcji możecie sobie poczytać na blogu Justynki TUTAJ.


Moje kocyki są zrobione najbardziej popularnym wzorem jaki umiałam. Popularnym, ale jakże fajnym. 






Przepraszam Was za jakość zdjęć. Późna pora i brak odpowiedniego światła jest przyczyną ich złej jakości.  Sądzę jednak, że nie to w tym poście jest najważniejsze.  Justynko wysyłam już jutro. Mam nadzieję, że dojdą na czas. 
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, życząc dobrej pogody wszędzie tam gdzie istnieje zagrożenie powodziowe.  Trzymam kciuki by się uspokoiło. 




niedziela, 19 maja 2019

Koronkowy Maj

Kochani nareszcie zrobiło się ciepło, choć deszcz towarzyszy nam każdego dnia, a nawet przechodzą ostre burze. Cieszę się z tego deszczu jak nigdy, bo 
w ogrodzie było już niebezpiecznie sucho, 
a podlewanie nie pomagało tym większym roślinom 
i krzewom. Udało mi się w końcu zagospodarować szklarnię i posadzić pomidorki. Teraz już tylko cieszyć się bujna roślinnością i pilnować by wszystko pięknie rosło. Podczas kilku ostatnich dni sporo zrobiłam i nawet udało mi się poczynić trzy karteczki na ślubną okoliczność. Miały być skromne i takie minimalistyczne. Bardziej prosto się chyba nie da.



Dwie następne kartki wpasowały się do Anulkowej zabawy. Wykorzystałam za pozwoleniem Ani dwa kolory, biały i brązowy. Koronka oczywiście jest.




Druga moja faworytka.




Tym sposobem udało mi się zrobić trzy karteczki spełniające kryteria zabawy u Ani. 
Banerek zabawy i kolaż karteczek.



Teraz mogę nakarmić żabkę. 
Życzę Wam Miłego poniedziałku i dużo słońca. 









wtorek, 14 maja 2019

Maj - koronka.

Dawno mnie nie było w naszym czarodziejskim blogowym światku. Co prawda zaglądałam do Was, by zobaczyć co się dzieje i jakie piękności tworzycie. Czasem zostawiłam komentarz tu i tam. Wiem, że to za mało. Chciałoby się więcej, ale jakoś nie daję rady. Postanowiłam, że nie będę robić nic na siłę i chyba sobie troszkę odpuszczę. Nie potrafię działać pod presją czasu. Stres nie jest mi do niczego potrzebny, 
a przecież rękodzieło ma być przyjemne, a nie stresujące prawda? W ostatnią niedzielę zabrałam się za karteczki. Wyobraźcie sobie. Całą niedzielę robiłam dwie karteczki, które w końcu wylądowały
 w koszu. No ni jak nie szło. Następnego dnia, z tak zwanego doskoku, powstała kartka, z której jestem zadowolona jak na moje umiejętności. Kartkę zgłaszam do zabawy Anulki, która w tym miesiącu dała nam ogromne możliwości wyboru kolorów plus jeden warunek. Tym razem jest obowiązkowo koronka.


Do swojej kartki użyłam kolorów: Ecru, różowy, zielony, fioletowy.


W tle gałązki zrobione szablonem i rudawą farbą akrylową.


Paski o szerokości 5 mm cieniowane i karbowane.


Koroneczka służy jako kokardka przy bukiecie.





                  W górnym rogu przysiadł mały motylek. 


Mam nadzieje, że wymogi spełnione. Póki co nie dodaję do żabki, gdyż mam nadzieję, że uda mi się zrobić jeszcze jakieś kartki w temacie majowym. 
Pozdrawiam was ciepło wierząc, że po "Zimnej Zośce" w końcu wygrzejemy swoje gnatki