czwartek, 20 września 2018

Wrześniowe Bingo u Anulki.

Witam serdecznie. 

 Dziś nie będę Was zanudzać jak to czas szybko ucieka i choć staram się go nie marnotrawić ( dziwne słowo), to jak zwykle jestem w niedoczasie. Tak już zostanie do końca roku. Tego jestem pewna. Może ktoś pomyśli, że nie powinnam, ale troszkę egoizmu nikomu nie zaszkodził. Od soboty robię sobie wolne od codzienności, bloga, rodziny i swojego zakorkowanego miasta. Jestem gotowa: "wsiąść do pociągu byle jakiego........ urywam się na kilka dni. 
Zanim jednak to zrobię, oczywiście dopięłam wszystkie sprawy na ostatni guzik. udało mi się nawet poczynić kartki na Anulkową zabawę. Jestem z nich nawet zadowolona. Jak wiecie we wrześniu króluje Bingo.


Pierwsza kartka wielkanocna.
Frywolitka -  kropki - warstwy.
Frywolitkową taśmę dostałam niegdyś od Reni Walczak,
 kropki są na jajach.




Druga na Boże Narodzenie.
Kropki - niebieski - brokat.
Niebieskie półperełki to kropki i niebieski w jednym. 
Brokat słabo widać, jest nim posypana cała kartka i delikatnie polakierowana.




Dwie karteczki okolicznościowe to
Polne kwiaty -  stempel - niebieski.

Polne kwiaty to serwetka klejona na żelazko, 
 stempel jest w wzorze serwetki, a niebieski jest motyl.




Druga według wytycznych 
Kropki - kwadrat - warstwy . 
Tu chyba nie muszę wyjaśniać co i jak. 




Obowiązkowy kolaż kartek dla Anulki.


To na dziś tyle. Cieszę się, że mimo nawału prac udało mi się te karteczki poczynić. 
W ogrodzie pora późnego lata. Jest jednak jeszcze sporo kolorów, jednak panująca u nas susza sprawia, iż rośliny szybciutko więdną mimo ciągłego podlewania konewką. Nie ma to jak deszcz. 
Trzymajcie się cieplutko. Jeszcze trwa lato. 








sobota, 8 września 2018

Pierwszy czekoladownik.

Witam serdecznie wszystkich.

  Jakoś tak nic ostatnio mi nie wychodzi. Ponieważ tak się czasem dzieje, postanowiłam z tym nie walczyć i poczułam się zdecydowanie lepiej. Przecież nic nie muszę. Nie muszę śpieszyć się z robótkami, bo termin goni, nie muszę gnać bo ktoś coś zamówił, bo przecież nie prowadzę warsztatu robótkowego zawodowo, nie muszę w końcu robić czegoś, na co akurat nie mam ochoty. Tak sobie myślę, ze to jest własnie wspaniałe. Pomyślałam, kobieto nie narzekaj, zobacz jak masz fajnie. 
No własnie, święta racja. Po krótkim odpoczynku wzięłam się więc do roboty. Potrzebna mi była ładna karteczka urodzinowa.  W swoich papierowych szpargałkach znalazłam czekoladownik. Nigdy jeszcze nie robiłam tego rodzaju pudełeczka.
Pomyślałam, że może być zamiast karteczki, a i w środek dobrą czekoladkę można "upchnąć".


Jak zwykle mój ulubiony Quilling.  Och jak lubię te zwijaski.


Fajna duża kokardka,



Do środka czekolada z życzeniami


i poooooleciała w świat, a raczej do Warszawki na urodzinki naszej blogowej koleżanki Justynki znanej jako KlimJu z bloga 
Z papieru po godzinach. Justynka przesyłkę otrzymała więc mogę dziś pokazać Wam ten czekoladownik.
Przyznam, że w końcu nabrałam ochoty do robótkowania i coś tam powoli się robi. Bardzo powoli. 
Na dziś to wszystko. Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko w te letnie jeszcze dni. Korzystajcie z  ładnej pogody ile się da. 








poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Jestem, jestem. Wspomnienia, owocobranie i karteczki.

Witam wszystkich bardzo serdecznie.

  Oj sama nie wiem od czego zacząć. Chyba od początku. Kto zaglądał do naszej Anulki to wie zapewne, że spędziłyśmy wspólnie kilka dni w Mielnie Unieściu. Nie wiem jak Ani, ale mnie ten wyjazd uratował życie. od dawna potrzebowałam takiego luzu, spokoju i powietrza. Było mi to bardzo potrzebne. Przy okazji spotkałyśmy się z naszą blogowa koleżanką Anetką. Aneta prowadzi bloga https://hand-stitchedbyannette.blogspot.com. Śmiało zaglądajcie. Aneta tworzy fajne rzeczy.




Wiecie już też, że wieczorami z Anią krzyżykowałyśmy jakieś fajne drobiazgi lub czytałyśmy, nadrabiając książkowe zaległości, szczególnie moje. 


To ten Mikołaj nam towarzyszył podczas naszego krzyżykowania. 
Całkiem fajny gość z niego.

Po powrocie  przetwory, przetwory i przetwory. 
Obrodziły śliweczki i jabłka. Powiem Wam w sekrecie, że już na nie patrzeć nie mogłam. Brrr. Nie robiłabym tak dużo, ale dzieciaczki małe i duże wciąż szukają "babcinego" soczku z malin,


Z Aronii


Ze  śliwek,



I oczywiście z jabłek oraz wszelkiego rodzaju miksy. 

Kiedy w końcu troszkę się uspokoiło, a raczej kiedy się rozpadało, czyli wczoraj mogłam bez skrupułów wziąć się za karteczkowanie. Powiem wam, że stęskniłam się za tym zajęciem i tym ogromniastym bajzlem, który powstaje przy ich tworzeniu. Zadaniem był lift kartek.
Do swoich prac wybrałam karteczkę Oli, Hubki oraz Uli. 


Może nie są idealnie zliftowane, ale myślę, ze Anulka dopuści niewielkie zmiany.




Dla porównania kolaż.


 Druga karteczka




I kolaż


Trzecia i ostatnia kartka.




Dla porównania :


Oba kolaże by wszystko było jasne.



Wiem, że długaśny post wychodzi, ale treści w nim niewiele,
 raczej fotek sporo. Alleluja , nareszcie napisałam posta.
 Na zakończenie ujęcie z  mojego ogródka.



Jak myślicie, czy takie wczesne kwitnienie Zimowitów oznacza rychłą zimę? Oby nie. 
Pozdrawiam was serdecznie i cieplutko. Cieszmy się latem póki trwa.













niedziela, 5 sierpnia 2018

Chyba coś ze mną nie tak.

Upały i upały wszędzie co? Takie gorące lata to pamiętam były, jak miałam kilka, kilkanaście lat. Człowiek nie narzekał, że mu gorąco. Cieszył się słońcem i pięknymi wakacjami. Jeziorko było o krok. Wystarczył rower, albo i pieszo te pare kilometrów poszedł, bo przecież nie warto było czekać na jakiś miejski autobus, który dowoził szanowne społeczeństwo na łono natury, najbliższe. 
Ścisk nad jeziorem był ogromniasty, bo to akwen  najbliżej miasta położony. Ci, którzy autem dysponowali mieli o niebo lepiej. Pojechali pare kilometrów dalej i już bardziej ekskluzywnie 
i elegancko było. Piękny las, mniej ludzi, czysta plaża, knajpka pod bokiem. Ot jak to na tamtejszych prominentów przystało. Dzisiaj upałów nie znoszę. Uciekam w cień i szukam chłodku. Najlepiej wykopałabym sobie lisią norę i tam przeczekała te gorące dni. 
Coś chyba ze mną nie tak, skoro w taką piekielna pogodę wzięłam się za świeczniki. Poproszono mnie o podobny zestaw świeczników, jakie robiłam już kiedyś Świeczniki
Przyznam, że zrelaksowałam się przy ich tworzeniu, odrywając się od słoików, ogórków, fasolki i innych przetworów.





Myślę sobie, że te świeczniki mogę śmiało zgłosić do zabawy Reni.

Jak mówią lepiej późno, niż wcale.

No cóż, lato, latem, ale i do jesieni i długich wieczorów trzeba też się przygotować. 
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie . Uważajcie na siebie. 
Jeszcze czas gorącego lata nie minął. 

poniedziałek, 23 lipca 2018

Jeszcze jestem.

Witajcie kochani.

 Po dłuższej przerwie jestem znowu i wpadam tylko na chwilę,  by odkurzyć trochę bloga i dać Wam znać, że jeszcze żyję. Wakacje 
i lato, taaakie lato nie sprzyja pracom.  Siedzę całymi dniami w ogrodzie, a i tu z trudem cokolwiek robię. Źle znoszę upały i tylko czekam  na wieczór, kiedy ciut się ochładza. W domu czas zapraw.  Wieczorami  w kuchni roznosi się zapach jabłek, czarnej porzeczki i śliwek, które obrodziły nam w tym roku  fantastycznie. Piwniczka zapełnia się sokami, konfiturami i musami owocowymi. 
No tak zapomniałabym. Winko "plumka", Naleweczka się maceruje. Czas mam więc wypełniony całkowicie. 
Jedyne co udało mi się poczynić, to karteczka na chrzciny dla małego Stasia. Zrobiłam ją , bo nie miałam serca odmówić. 







Ponieważ karteczka pasuje mi do zabawy Anulkowej, toteż zgłaszam ją jako lifting kartki samej szefowej zabawy.




W ogrodowym warsztaciku, gdy tylko chwilka ku temu odpowiednia była, decoupage królowało. 
Mały, stary na dodatek plastikowy stoliczek dostał szansę na dłuższy bytowanie z nami.
Papier ryżowy, farba kredowa od Agnieszki Hag-art, przecierki, szablony, wosk transparentny i dużo chęci. 
Całkiem fajnie wyszło jak na taki "byle jaki" stoliczek.







A w ogrodzie ? Kolorowo i radośnie. 




    To wszystko na dziś. Życzę Wam pięknego słonecznego lata, zimnej wody pod ręką i spokojnych nocy bez burz i nawałnic.