piątek, 16 listopada 2018

Miało być w Zaduszki

Ten post miałam opublikować 1 lub 2 listopada w dzień wszystkich świętych lub dzień zaduszny.  Niestety los sprawił, że tak się nie stało. Życie napisało nieoczekiwany scenariusz. Scenariusz, który odizolował mnie od życia blogowego i nie tylko, dość skutecznie. 
Jeszcze w październiku bawiłam się troszeczkę w decu
 i przygotowałam komplet świeczników.  Mają być upominkiem więc pozwolę sobie tym samym na zaliczenie zabawy u Reni. 
Niby nic skomplikowanego, ale jestem z tych świeczników bardzo zadowolona. Czasem przesada w upiększaniu jest zupełnie niepotrzebna. Jak myślicie? Takie proste tez są ładne prawda?




Tak się zachwyciłam nimi, że powstał kolejny komplet. Dla kontrastu w bardzo energetycznym kolorze, bardziej pasującym 
do zbliżających się świat Bożego Narodzenia. 




Ten komplet w bardziej nowoczesnym stylu. 


Nie wiem dlaczego podczas malowania tych świeczników przypomniał mi się wiersz L. Staffa, który prześladował mnie przez kilka dni, a przecież już dawno o nim zapomniałam. W myślach recytowałam go jak niegdyś w szkole. Znacie go wszyscy.  
Dziś myślę, że był to znak. 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło.

niedziela, 28 października 2018

Matematyczne haftowanie

Nasza Ania jest niestrudzona w wymyślaniu nam nowych wyzwań kartkowych. Tym razem w październiku postanowiła uprzykrzyć nam życie matematyką. Haft matematyczny do tej pory był dla mnie czarną magią i tak właściwie to nie miałam pojęcia, 
że takowy istnieje. Podjęłam jednak wyzwanie,  jak wiele z Was 
i powolutku poznawałam cóż to za dzieło. Przy pomocy kursu który przygotowała dla nas Aneta z bloga http://hand-stitchedbyannette.blogspot.com po troszku rozjaśniło mi się 
w głowie i podjęłam próbę na prostym wzorze choinki. 




Przepraszam za zdjęcia. Nic lepszego nie udało mi się zrobić przy tym ciemnym świetle. 
Myślę sobie nie jest najgorzej. Wzięłam się za kolejną kartkę
 i powstała kartka okolicznościowa. Może na walentynki?




Po tej karteczce nabrałam ochoty na więcej i tym razem padło na Wielkanocne jajeczka.




 Ta karteczka bardzo mi się spodobała, ale wciąż było za mało więc jeszcze jedna okolicznościowa kartka.  




Ważka z dmuchawcem. Wbrew pozorom własnie tę kartkę haftowałam najdłużej. 
Może nie jest to to, co chciałabym robić zawsze. Jednak haft matematyczny daje wiele ciekawych możliwości twórczych. 
Warto go zgłębić i warto poznać. Z tego faktu jestem zadowolona. 
Jeszcze tylko banerek do zabawy.....


i oczywiście zapomniany kolejny raz kolaż. Aniu przepraszam.



Ciszę się, że udało mi się zaliczyć kolejny miesiąc zabawy Anulkowej. 
Was serdecznie pozdrawiam, dziękując za miłe komentarze, które zostawiacie. 








czwartek, 25 października 2018

Pudełko z Mikołajem i Filcaki.

Witajcie. 
  
    Sama sobie się dziwię, że udało mi się mimo nawału zajęć coś zrobić. Lubię decoupage, może właśnie dlatego, że pozwala na pracę z "doskoku" . Pomalować i zostawić, nakleić i zostawić itd. 
To bardzo mi odpowiada, przynajmniej na razie. Nie będzie chyba za wcześnie na świąteczny decoupage? Postanowiłam trochę wcześniej zabrać się za świąteczne robótki, bo nigdy nie wiadomo co jeszcze przyjdzie nam do głowy. Pudełko tradycyjnych rozmiarów, które dostałam w pakiecie z wieloma przedmiotami do decu od bratanków wygląda teraz tak.


Brodę i wszystko co białe i puchate, potraktowałam pastą śniegową i posypałam białym brokatem.



Ponieważ zakochałam się w szablonach, białe boki przyozdobiłam  wypukłymi szyszkami na gałązkach. Dodaje to całości lekkości. 


Wewnątrz, pudełko ozdobiłam choinką z tradycyjnymi bombkami, a na dno wkleiłam bielusieńki filc.


No tak, ale takie puste pudełko, nie wiele jest warte. 
Przyznam się, że czasem zasiadam do telewizora oglądam jakiś serial lub dobry film, a już na pewno kibicuję naszym reprezentantom sportowym, w każdej dyscyplinie sportu, niezależnie od wyników. Lubię lekkoatletykę, i wszystkie gry zespołowe, skoki narciarskie, kajakarstwo itp.  Właśnie podczas oglądania powstały te niewielkie filcaki, serduszka i gwiazdeczki, które trafiły do pudełka i stanowić będą upominek mikołajkowy. 



Myślę, że Renia pozwoli mi dołączyć ponownie do zabawy po przerwie. 
Zgłaszam więc ową skrzyneczkę z zawartością do zabawy.


 Jeszcze trochę i już na prawdę wrócę do świata blogowego .
 Pozdrawiam Was serdecznie.







środa, 10 października 2018

Brać, szydełko i marzenie.

Witam serdecznie wszystkich. 

  Chyba najwyższy czas pokazać się na blogu. Dawno mnie nie było. To za sprawa chronicznego braku czasu, ale nie tylko, bo jak już zapewne wiecie byłam z naszą Anulką od kartek, na fajnej wycieczce objazdowej w Chorwacji. Było świetnie i w moich klimatach. Całą relację z wyjazdu zdała Ania na swoim blogu TU więc ja nie będę się powtarzać. Dodam tylko od siebie, 
że znalazłam miejsce idealne, które odwiedzę na dłużej, miesiąc może dwa, gdy dane mi będzie przejść w końcu na emeryturkę. Szkoda tylko, że to tak daleko. Emeryturka oczywiście. Mowa o chorwackiej wyspie Brać. Znaczek nad literką zgoła inny, ale nie potrafię go wstawić. Wyspa marzenie, szczególnie o tej porze roku.



Znacie już Anię. To osóbka, która nawet w autobusie nie marnowała czasu i szydełkowała małe, świąteczne piękności. Oczywiście Ania nie odpuściła i mnie., Wieczorami, przy kieliszeczku domowej naleweczki, odbywały się warsztaty szydełkowe. O matko i córko. Wieki całe nie trzymałam szydełka 
i tak cienkiego kordonka w ręku.  Wyszły z tego jakieś trochę pokraczne prace, ale już wiedziałam co i jak się w temacie robi. 


Po powrocie znalazłam odpowiednie szydełko, odpowiedni kordonek i już poszło. Myślę, że nie najgorzej. 



Wciągnęłam też do tych szydełkowych robótek moją mamcię. 
Zadowolona, że w końcu może robić to o czym dawno myślała. Ot nie wiele trzeba jej do szczęścia. 
Poza szydełkiem coś tam jeszcze dłubię, ale o tym innym razem. 
Poczyniłam tylko kolejny czekoladownik. 




Tak mi się spodobały te czekoladowniki, że postanowiłam zrobić ich kilka, na różne okazje. 
O wynikach powiadomię Was w kolejnych postach. 
To chyba wszystko na tę chwilę. 
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę gorącego lata tej jesieni. Korzystajcie ile się da ze słońca i pięknej pogody. 








czwartek, 20 września 2018

Wrześniowe Bingo u Anulki.

Witam serdecznie. 

 Dziś nie będę Was zanudzać jak to czas szybko ucieka i choć staram się go nie marnotrawić ( dziwne słowo), to jak zwykle jestem w niedoczasie. Tak już zostanie do końca roku. Tego jestem pewna. Może ktoś pomyśli, że nie powinnam, ale troszkę egoizmu nikomu nie zaszkodził. Od soboty robię sobie wolne od codzienności, bloga, rodziny i swojego zakorkowanego miasta. Jestem gotowa: "wsiąść do pociągu byle jakiego........ urywam się na kilka dni. 
Zanim jednak to zrobię, oczywiście dopięłam wszystkie sprawy na ostatni guzik. udało mi się nawet poczynić kartki na Anulkową zabawę. Jestem z nich nawet zadowolona. Jak wiecie we wrześniu króluje Bingo.


Pierwsza kartka wielkanocna.
Frywolitka -  kropki - warstwy.
Frywolitkową taśmę dostałam niegdyś od Reni Walczak,
 kropki są na jajach.




Druga na Boże Narodzenie.
Kropki - niebieski - brokat.
Niebieskie półperełki to kropki i niebieski w jednym. 
Brokat słabo widać, jest nim posypana cała kartka i delikatnie polakierowana.




Dwie karteczki okolicznościowe to
Polne kwiaty -  stempel - niebieski.

Polne kwiaty to serwetka klejona na żelazko, 
 stempel jest w wzorze serwetki, a niebieski jest motyl.




Druga według wytycznych 
Kropki - kwadrat - warstwy . 
Tu chyba nie muszę wyjaśniać co i jak. 




Obowiązkowy kolaż kartek dla Anulki.


To na dziś tyle. Cieszę się, że mimo nawału prac udało mi się te karteczki poczynić. 
W ogrodzie pora późnego lata. Jest jednak jeszcze sporo kolorów, jednak panująca u nas susza sprawia, iż rośliny szybciutko więdną mimo ciągłego podlewania konewką. Nie ma to jak deszcz. 
Trzymajcie się cieplutko. Jeszcze trwa lato. 








sobota, 8 września 2018

Pierwszy czekoladownik.

Witam serdecznie wszystkich.

  Jakoś tak nic ostatnio mi nie wychodzi. Ponieważ tak się czasem dzieje, postanowiłam z tym nie walczyć i poczułam się zdecydowanie lepiej. Przecież nic nie muszę. Nie muszę śpieszyć się z robótkami, bo termin goni, nie muszę gnać bo ktoś coś zamówił, bo przecież nie prowadzę warsztatu robótkowego zawodowo, nie muszę w końcu robić czegoś, na co akurat nie mam ochoty. Tak sobie myślę, ze to jest własnie wspaniałe. Pomyślałam, kobieto nie narzekaj, zobacz jak masz fajnie. 
No własnie, święta racja. Po krótkim odpoczynku wzięłam się więc do roboty. Potrzebna mi była ładna karteczka urodzinowa.  W swoich papierowych szpargałkach znalazłam czekoladownik. Nigdy jeszcze nie robiłam tego rodzaju pudełeczka.
Pomyślałam, że może być zamiast karteczki, a i w środek dobrą czekoladkę można "upchnąć".


Jak zwykle mój ulubiony Quilling.  Och jak lubię te zwijaski.


Fajna duża kokardka,



Do środka czekolada z życzeniami


i poooooleciała w świat, a raczej do Warszawki na urodzinki naszej blogowej koleżanki Justynki znanej jako KlimJu z bloga 
Z papieru po godzinach. Justynka przesyłkę otrzymała więc mogę dziś pokazać Wam ten czekoladownik.
Przyznam, że w końcu nabrałam ochoty do robótkowania i coś tam powoli się robi. Bardzo powoli. 
Na dziś to wszystko. Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko w te letnie jeszcze dni. Korzystajcie z  ładnej pogody ile się da.