niedziela, 10 listopada 2019

Różowy Flaming jesienią.

Jako, że czas nieubłaganie mknie i za nami już listopadowe święto, które dla mnie osobiście we wspomnienia  tkliwe ubrane było, nadszedł czas, by pochylić się nad robótkami. Przyznam, że wena zupełnie mnie opuściła, odeszła gdzieś energia i chyba będę musiała "dopalaczy" jakowyś witaminowych zakupić 
i  ciało jak i ducha na prostą wyprowadzić. Póki co krzyżyków trochę postawiłam i naszemu różowemu Flamingowi schronienie w postaci szuwarów załatwiłam. Jeszcze nie do końca, ale czasu ciut mi jeszcze zostało więc spokojnie zdążę.



Tak było - tak jest teraz.


Banerek do zabawy jest chyba konieczny.



Chciałabym jeszcze korzystając z chwili podziękować dziewczynom, które pamiętały o mnie i o dniu moich urodzin . 
Nad wyraz miło jest otrzymać upominki, szczególnie wtedy kiedy się ich nie spodziewamy.
Dziękuję Ani za praktyczność prezentu , Danusi za quillingowe śnieżynki, Dorotce za frywolną śnieżynkę, Eli za  kolejną już frywolną bransoletkę i Justynce za cudowny frywolny łapacz snów. Dziękuję za piękne kartki i wspaniałe prezenty.


 Dziękuję wszystkim tym, którzy składali mi życzenia jakąkolwiek drogą, poprzez maila, mesengera, Watsapa, czy telefonicznie.
To wszystko na dziś . Skromnie i krótko. Następnym razem będzie lepiej. Pozdrawiam wszystkich zaglądających i podglądających. 



























czwartek, 31 października 2019

Liście, listki, listeczki....na zabawę.

Cóż za dziwny miesiąc. Sama nie wiem co się dzieje. Wszędzie liście. W ogrodzie było ich tyle, że od machania grabiami coś mnie "łupie" w krzyżu, a że lata swoje już mam, to trzyma i puścić nie chce. Za oknem mojego bloku liście leżą sobie na trawnikach i nikomu nie przeszkadzają. Nawet ładnie to wygląda. Tak ECO i naturalnie. Może ktoś w końcu pomyślał o jeżach, których latem sporo tu widziałam. Byłoby fajnie. Najpiękniej wygląda teraz nasz Starogardzki park, który przeszedł, jak to się szumnie nazywa, rewitalizację. Fakt, trwało to sporo czasu, ale efekt jest znakomity. Jak mi się uda zrobić dobre zdjęcia,  pokażę go Wam wiosną, kiedy obudzi się z zimowego snu. Nasza Anulka również w zabawie karteczkowej wymyśliła sobie temat liści na karteczkach październikowych.  Poczyniłam więc zgodnie z wytycznymi dwie karteczki. Pierwsza kartka na chrzciny. Są listki? Są.


Podoba mi się format sztalugowej kartki więc takową poczyniłam.


Pudełeczko zrobiłam według kursiku Ani (Nawanna), która w jasny sposób pokazuje jak je zrobić.  Sami zobaczcie.



Drugą kartkę zrobiłam trochę w pośpiechu, gdyż czasu było mało. Kartka dla młodego leśnika, który jest również sokolnikiem i opiekunem watachy wilków w naszych Borach.





Ponoć młodemu kartka się spodobała.
 Wykorzystam również okazje by pokazać wam kartkę z liściem, która zrobiłam osobiście na naszych zmaganiach warsztatowych w Toruniu. Przyznam, że żmudna to była praca i bardzo precyzyjna, ale za to ile satysfakcji. 


Jestem bardzo zadowolona, że Ela pokazała nam jak to się robi. 
He, człowiek całe życie się uczy. 
Kolaż i banerek do zabawy poniżej. 



Jak zwykle u mnie na ostatnią chwilkę. Jakoś wyrobić mi się ciężko, jednak gdyby nie Ani zabawa, chyba nie umiałabym się zmobilizować. Mam nadzieję, że zabawa potrwa dalej. Dzięki niej działam.
 Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. 














sobota, 26 października 2019

... by wciąż nam się chciało.

Może nie będę tym razem ostatnia, może uda mi się choć raz dobiec na metę na miejscu innym niż ostatnie. Mam na myśli oczywiście złożenie Wam relacji, krótkiej relacji, z kolejnego już spotkania na szczycie. Grupa G8 w składzie DEDMOJAH, na swój zlot wybrała bardzo pilnie strzeżone, na skraju wojskowego poligonu  miejsce w Toruniu. Otoczone lasami dawało nadzieję 
na bezpieczne i spokojne przeprowadzenie rozmów oraz szkolenia z zakresu umiejętności manualnych w różnych technikach rękodzielniczych,  poszerzenie wiedzy o panujących stosunkach w grupie oraz wzajemne wsparcie techniczne 
i psychologiczne .
  Szkolenie jak widzicie bardzo fachowe i bardzo ważne. Po rozlokowaniu się grupy w bazie, przyznaniu kwater,  zaopatrzeniu w prowiant i niezbędne środki ,


przyszła kolej na część nieoficjalną szkolenia. No i się zaczęło.
Kochani na stół wjechały paczuchy, paczki i paczuszki. Każda z nich zawierała odrobinę serca. Rany ile tego się nazbierało. Takie widoki to tylko na święta Bożego Narodzenia pod choinką można zobaczyć i to tylko w dużych rodzinach i pod warunkiem, że wszyscy byli grzeczni. 


Serducho podskakiwało do gardła z wrażenia i odbierało głos. 
Dopiero po zażyciu "kropel wzmacniających" udało mi się odzyskać równowagę i głos. Po chwilach radosnego uniesienia, przyszła jednak kolej na prawdziwe szkolenie. Ogromny stół zapełnił się wszelakim dobrem przydasiowym. Aż dziw bierze, że w tym galimatiasie znajdowałyśmy to, co potrzebne do pracy.


O matulu. Wykładały same mistrzynie. Na pierwszy ogień, szkolenie z zakresu machania ostrym narzędziem zaopatrzonym w nici. Miałyśmy trafić w dziurki mniejsze niż pchła i to na chybił trafił, bo oświetlenie słabiutkie nam zafundowali. Ciężko było okrutnie, jako że większość posługiwała się drugą parą oczu.
Kolejne szkolenie to połączenie paćkania, prasowania i zgniatania. Tak, tak najpierw żelazko, a potem zgniatanie. Chyba niezbyt logiczne co nie? Kursant nie pyta, kursant pracuje. Pod wnikliwym spojrzeniem Pani D, udało się prawie wszystkim zaliczyć szkolenie. Niestety ja oblałam. Byłam na wagarach. 

Do kolejnego jednak już się przyłożyłam w obawie, że mnie wyleją z kursu, albo co nie daj Bóg wypiszą z grupy. 
Tym razem Pani E. zarzuciła nas wielokolorowymi paseczkami. Siedziałyśmy tak godzin kilka i zwijałyśmy je, jak te świstaki. Na dodatek wręczyła karbownicę.  No wiecie co? Dotychczas myślałam, że tym narzędziem to się loki i fale robi na głowie, ale nie, na paseczkach też można. Z tego całego zwijania i klejenia papierowych pasków na sztorc( nie łatwa to sztuka) jakoś tak jesiennie się zrobiło. Opadły kolorowe liście klonu i dębu.
Mistrzyni zaliczyła wszystkim prace.


Sami zobaczcie jaki efekt przyniosło to nasze posiedzenie. Całkiem fajny urobek zwłaszcza, że wszystkie techniki owego rękodzieła dość czasochłonne i precyzyjne były.


 Jeśli myślicie, że to wszystko, to jesteście w błędzie. Dziewczynom było mało i mało. Posilając się "kropelkami wzmacniającymi", z premedytacją zmuszały ręce do wysiłku, nie dając im wytchnienia ani na moment. Machały czółenkami i szydełkami, że ja oczopląsu dostawałam obserwując ich działania. Musicie koniecznie to zobaczyć. Wystarczy odwiedzić blogi DanusiAni, EliMarysiJustynkiDorotki i Oli
 Żeby nie było, że siedziałyśmy tylko  popijając i zajadając smakowitości, w które nas zaprowiantowano. Sztab szkoleniowy zorganizował nam również marsz na orientację. Kierunek Stare Miasto. Z dotarciem do celu nie było większego problemu, bo przecież co niektóre to stare harcerki i drogę na azymut znajdą. Urokliwe miejsca, piękne budowle, klimatyczne zakątki. Słowem Toruń zachwyca. Kto nie był,  musi tam zawitać. 



Było spotkanie z osłem, zdobywanie wieży ratusza i "modły" na Piernikowej Alei Gwiazd. Tak, tak "modły". Już tłumaczę. By zrobić poniższe pamiątkowe zdjęcie, wszystkie musiałyśmy dość mocno przyklęknąć na ziemi, tworząc kółeczko. 


Trochę sensacji wzbudziłyśmy widocznie taką pozycją, gdyż pewna starsza Pani pomyślała, że się po prostu modlimy. W końcu Toruń, to siedziba Ojca Dyrektora i pewnie niejednokrotnie podobne sceny mieszkańcy Torunia oglądają. 

Na koniec pokażę wam moje małe skrzyneczki, które podarowałam dziewczynom na tym spotkaniu. Mam nadzieję, że przydadzą się do przechowania drobiazgów, których u rękodzielniczek zapewne jest sporo. 


Zdradzę Wam jeszcze, że Sztab szkoleniowy wyznaczył już  przybliżony termin i miejsce kolejnego szczytu Grupy G8.  Ciekawe jakie atrakcje nam zafundują i jakie tematy kursów wybiorą. Coś tam już w trawie piszczy. Wiem jedno... łatwo nie będzie. 
Tak na poważnie. Dziewczyny bardzo, bardzo Wam dziękuję za ten wspaniały czas, śmiechy, śpiewy i rozmowy. Jesteście nie do podrobienia. To zaszczyt być w tak doborowym, energetycznym  towarzystwie. Życzę Wam i sobie, by mimo upływającego nieubłaganie czasu, nie brakowało nam sił, zdrowia i radości i by wciąż nam się chciało..... 
Do miłego wszystkim. 



















czwartek, 10 października 2019

SAL z Flamingiem.

Jak tu się pozbierać i zmobilizować do działania, kiedy na dworze iście jesienne widoki i to wcale nie te piękne i kolorowe. Za oknem pada i wieje, że nawet nosa nie chce się wystawić na zewnątrz. Słowo się jednak kiedyś rzekło i złamać go nie sposób, bo i nie honorowo i nie w mojej naturze.  Na zabawę hafciarską pod patronatem :

                                                    https://www.coricamo.pl/

zwaną SAL-em, swój akces zgłosiłam i choć czasu niewiele, robótkę do przodu posunęłam ociupinkę.



By dostrzec postępy prac moich, porównawczy kolaż stworzyłam i poniżej zamieściłam.


Banerek do zabawy, by formalnościom zadość uczynić wstawiam.


Kiedy chęci większe i czasu w nadmiarze, takie niewielkie szkatułki zmalowałam, by techniki decoupage nie zapomnieć i co nieco sobie potrenować.








Mistrzostwo świata to nie jest, ale przyjemność wielką praca nad nimi mi sprawiła i ukoić skołatane nerwy pozwoliła.

Tyle póki co moich poczynań rękodzielniczych. Pozdrawiam Was serdecznie i zdrowia w tę słotną pogodę życzę. 







poniedziałek, 30 września 2019

Karteczki w paseczki.

Ostatniego dnia września, tak na ostatnią minutkę, tak za pięć dwunasta, przychodzę do Was z karteczkami na Anulkową zabawę. Wiem, że bywam tu zdecydowanie za mało. Dwa posty w miesiącu, to tyle tylko, by blog pajęczyną nie zarósł. Nie jest tak, że kompletnie nic nie robię. Kilka prac jest w toku. Nadejdzie więc czas kiedy będę mogła pokazać Wam co robiłam gdy mnie tu nie było. Ogród i powolne zamykanie sezonu ogrodowego i oczywiście ostatnio wielkie grzybobranie pochłaniają cały mój wolny czas. Uwielbiam grzyby, bo wiecie ja to taki "lasak" jestem. Gdzie się nie ruszysz to lasy. Wierzę, że wkrótce dołączę do Was i częściej pojawiać się będę w blogowym świecie. 
Dziś dwie karteczki w paseczki, bo taki temat zaproponowała Ania na  wrzesień.
 

Obie skromne do bólu bez fajerwerków. 
Pierwsza w kolorach brąz, beż, biały. Paseczki oczywiście to tło kartki.



Druga karteczka na deseczkach, które Ania dopuściła do zabawy jako paseczki.
Beż, biały, zielony, czerwony i srebrny. 



W tym momencie przeprosić muszę za jakość zdjęć. Robione wieczorem bez odpowiedniego oświetlenia. Wyszło jak wyszło. 
Jeszcze tylko kolaż.


Ufff. Zdążyłam. Lecę nakarmić żabkę i mogę trochę potworzyć, bo ani tv, ani internetu. Jakaś grubsza awaria. Dzięki komórce mogłam  sobie pożyczyć internet i napisać tego posta. Ot technologia. 

Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo ciepło wierząc że jeszcze zaglądacie.











niedziela, 8 września 2019

Późnoletni ogród z Flamingiem.

Czujecie w powietrzu ten zapach? Zapach schyłku pięknego lata, zapach nadchodzącej, równie pięknej jesieni. Muszę wam zdradzić, że właśnie jesień jest moją ulubioną porą roku. Tak , tak właśnie jesień. Jest nostalgiczna, spokojna, melancholijna. To czas na zadumanie i wreszcie prawdziwy relaks
 z książką lub robótką w dłoni. Czas na aromatyczne herbatki, dobre, rozgrzewające ciało winko i inne przyjemności. Nigdzie nie gonimy, nigdzie się nie śpieszymy, czas zwalnia. 
W ogrodzie również widać już schyłek lata, choć wciąż mieni się kolorami, wciąż wabi nas innymi zapachami, słabnie..... ale póki co popatrzcie.


Może nie ma burzy kwiatów na różance, ale są i czarują. 


Hortensje, ze swoimi kwiatami będą stroić ogród do mrozów, a nawet zimą, bo przecież ich zaschnięte kwiatostany, są równie piękne, jak te kwitnące latem. 


Ostatnie  floksy pachną tak intensywnie jakby chciały, by ten zapach zapadł mi głęboko w pamięci. Jeżówka traci już swój blask, a kwitnące wrzosy to niechybnie oznaka schyłku lata.


Mnie najbardziej zauroczyły, jak co roku przekwitłe kwiaty powojników, delikatne, o bardzo ciekawej formie i oczywiście budzące się do życia kłosy rozplenicy. Tak to ogród powoli słabnie, oddając się we władanie jesieni.  
Przejęta ogrodowymi pracami i upychaniem plonów w słoiczki zapomniałam zupełnie o flamingach, z latem się kojarzącymi. 
Kto nie kojarzy , to przypominam, że trwa SAL pt. Różowy Flaming


któremu patronuje Coricamo.


Moje postęp[y w pracy nie są wielkie, jednak są.  W przeciwieństwie do większości haftujących dziewczyn, rozpoczęłam pracę od różowego Flaminga i własnie go skończyłam. 


Czas na szuwary lub chociaż błotko, by miał po czym brodzić. 
Jeszcze dla porównania postępów mały kolaż. 


Pozdrawiam Was serdecznie. Życzę jeszcze pięknych letnich dni i wspaniałych humorów do końca lata. 












poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Wakacyjnie i kartkowo.

Wróciłam. Wróciłam z urlopu i wróciłam do Was. Gdy dzieje się w życiu coś fajnego, czas biegnie bardzo szybko. Nim się spostrzeżemy,wszystko co było minęło i czas wrócić do szarej codzienności. Może nie będzie taka szara. To też zależy tylko od nas samych.
Podczas tego urlopu nauczyłam się latać. Tak, tak. Do niedawna bałam się okrutnie samolotów i nigdy, przenigdy nie wsiadłabym do tej piekielnej maszyny. Teraz dzięki staremu kumplowi, który wmawiał mi bezustannie, że samolot to tylko taki autobus ze skrzydłami, strach gdzieś zniknął, a świat wydał mi się bardzo malutki. Tym razem moje drogi poszybowały do Norymbergii. Miasta u podnóża Alp, drugiego co do wielkości miasta Bawarii. Zwiedzanie było czystą przyjemnością, bo i pogoda i towarzystwo dopisało znakomicie.
Przepiękna trasa, biegnąca wzdłuż masywu Alp, już wprowadzała w świetny nastrój.


Na początek dwa zamki Hohenschwangau oraz Neuschwainstein w sercu Bawarii, najpiękniejszego chyba regionu Niemiec. 
                 


Sama Norymberga jest równie piękna. Uwielbiam te klimaty. Nasz przewodnik wie o Norymberdze chyba wszystko więc zwiedzaliśmy bardzo powoli, bo wszędzie było coś ciekawego.



Było minęło. Pozostaną wspomnienia i trochę historii w głowie.
Drugi tydzień urlopu to ... wizyta bardzo miłej osóbki. Byłam zaszczycona, że zgodziła się spędzić ze mną kilka dni. 


Aniu bardzo dziękuję. 
Nie tworzyłyśmy zbyt dużo. Anulka wykorzystywała każdą chwilę na krzyżyczki, zwłaszcza wtedy kiedy ja jeszcze spałam. No co. Nie jestem rannym ptaszkiem. Poza tym tylko wieczorami byłyśmy w domu i już nie zawsze chciało się coś robić. Mimo to prace przygotowawcze trwały i już po wyjeździe mojego gościa powstały trzy karteczki na Anulkową zabawę.


Pierwsza z wykorzystaniem zaledwie trzech kolorów, białego, czerwonego i ecru.



Dwie pozostałe to kartki z wykorzystaniem quillingu w bardzo prostej postaci. 



Właśnie te kółeczka zwijałam, kiedy Ania haftowała.



jeszcze obowiązkowy kolaż.


W ten sposób ponownie udało mi się zaliczyć kolejny miesiąc zabawy Ani.

Z wielką przyjemnością wezmę również udział w konkursie zorganizowanym przez Agnieszkę z bloga Wstążką i papierem i zapraszam wszystkich , którzy choć odrobinę zajmują się quillingiem.


Teraz czas na odwiedziny na waszych blogach. Zaległości mam ogromne, lecz obiecuję wszystko nadrobię. Życzę Wam jeszcze pięknej pogody bez niespodzianek.