Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świeczniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świeczniki. Pokaż wszystkie posty

16 listopada 2018

Miało być w Zaduszki

Ten post miałam opublikować 1 lub 2 listopada w dzień wszystkich świętych lub dzień zaduszny.  Niestety los sprawił, że tak się nie stało. Życie napisało nieoczekiwany scenariusz. Scenariusz, który odizolował mnie od życia blogowego i nie tylko, dość skutecznie. 
Jeszcze w październiku bawiłam się troszeczkę w decu
 i przygotowałam komplet świeczników.  Mają być upominkiem więc pozwolę sobie tym samym na zaliczenie zabawy u Reni. 
Niby nic skomplikowanego, ale jestem z tych świeczników bardzo zadowolona. Czasem przesada w upiększaniu jest zupełnie niepotrzebna. Jak myślicie? Takie proste tez są ładne prawda?




Tak się zachwyciłam nimi, że powstał kolejny komplet. Dla kontrastu w bardzo energetycznym kolorze, bardziej pasującym 
do zbliżających się świat Bożego Narodzenia. 




Ten komplet w bardziej nowoczesnym stylu. 


Nie wiem dlaczego podczas malowania tych świeczników przypomniał mi się wiersz L. Staffa, który prześladował mnie przez kilka dni, a przecież już dawno o nim zapomniałam. W myślach recytowałam go jak niegdyś w szkole. Znacie go wszyscy.  
Dziś myślę, że był to znak. 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...


Pozdrawiam wszystkich serdecznie i ciepło.

05 sierpnia 2018

Chyba coś ze mną nie tak.

Upały i upały wszędzie co? Takie gorące lata to pamiętam były, jak miałam kilka, kilkanaście lat. Człowiek nie narzekał, że mu gorąco. Cieszył się słońcem i pięknymi wakacjami. Jeziorko było o krok. Wystarczył rower, albo i pieszo te pare kilometrów poszedł, bo przecież nie warto było czekać na jakiś miejski autobus, który dowoził szanowne społeczeństwo na łono natury, najbliższe. 
Ścisk nad jeziorem był ogromniasty, bo to akwen  najbliżej miasta położony. Ci, którzy autem dysponowali mieli o niebo lepiej. Pojechali pare kilometrów dalej i już bardziej ekskluzywnie 
i elegancko było. Piękny las, mniej ludzi, czysta plaża, knajpka pod bokiem. Ot jak to na tamtejszych prominentów przystało. Dzisiaj upałów nie znoszę. Uciekam w cień i szukam chłodku. Najlepiej wykopałabym sobie lisią norę i tam przeczekała te gorące dni. 
Coś chyba ze mną nie tak, skoro w taką piekielna pogodę wzięłam się za świeczniki. Poproszono mnie o podobny zestaw świeczników, jakie robiłam już kiedyś Świeczniki
Przyznam, że zrelaksowałam się przy ich tworzeniu, odrywając się od słoików, ogórków, fasolki i innych przetworów.





Myślę sobie, że te świeczniki mogę śmiało zgłosić do zabawy Reni.

Jak mówią lepiej późno, niż wcale.

No cóż, lato, latem, ale i do jesieni i długich wieczorów trzeba też się przygotować. 
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie . Uważajcie na siebie. 
Jeszcze czas gorącego lata nie minął.