Google+ Followers

środa, 30 września 2015

Rzutem na taśmę

Witajcie kochani.
Oj tak, tak. Od tych oliwek aż w głowie mi się kręciło, bo nijak nie miałam pomysłu co tu zrobić. Nie spodziewałam się, że aż taki będę miała z tym problem. Danusia nieźle sobie wykoncypowała. Ten kolor niby popularny, gdyż wiele osób go lubi, ale żeby zaraz jakieś dekoracje w tym kolorze? Myślałam i myślałam. Robiłam nawet różne rzeczy, jednak wciąż coś mi nie pasowało. Pomysłowość i zaradność w tym przypadku mnie opuściła totalnie. Czas gonił jednak i trzeba było w końcu się na coś zdecydować, bo odpuścić nie mogłam. Jakże to tak. Toż to byłby wstyd i hańba. Co to, to nie. Zaczęłam się nawet na siebie trochę wkurzać. Kompletnie niezdecydowana byłam jak "panna na wydaniu". No
 i wreszcie znalazłam w szafie, kawałek materiału w kolorze oliwkowym. No tak, tylko był taki mały, ze starczyło na małą poduszkę. Z maminą pomocą udało mi się uszyć pierwszą w życiu poduszkę. Było przy tym mnóstwo śmiechu, bo mama mówiła mi co i jak, a ja robiłam niby tak jak chciała, a wychodziło kiepsko. Maszyna do szycia, długo nie będzie moja przyjaciółką. No to oliwka była. Teraz czarne oliwki.  Proszę bardzo.


Nakręciłam tych bąbelków, czyli pomponów ze czterdzieści sztuk. Poprzyszywałam i oto jest....moja pomponowa podusia. 






Uff. Mam nadzieję, że Stefan przyjmie i się nie udławi tymi bąbelkami.
Kolor oliwkowy lubię nawet bardzo. Kiedyś miałam sporo ciuszków w tym kolorze. Same oliwki zajadam w sałatkach, najlepiej czarne, te najbardziej dojrzałe i oczywiście uwielbiam wkładać je do białego Martini z dużą porcją lodu i cytryny. 

Wrześniowy banerek

Muszę wam powiedzieć jeszcze, że miałam dziś wizytę tajemniczych gości. To dzięki nim rzutem na taśmę udało mi się odrobić zadaną przez Danusię oliwkową lekcję. Stali nade mną
 i patrzyli czy aby piszę posta, by zdążyć przed północą. Zastanawiałam się długo czy Wam powiedzieć cóż to za goście, ale niech tam. Nie będę taka. Może i do Was wkrótce zawitają.




Powiedzieli, że są krewniakami naszego Stefanka i Stefanii, ale im nie dowierzam, bo przecież nasza żabia para to przystojna jest jak licho, a to to takie jakieś pokraczne, nieudaczne. Może z jakiejś innej planety? Mimo to może Stefania przyjmie swoich krewniaków i ugości ich. Osobiście mam wiele wątpliwości. Nie to żeby nie gościnna była, ale to byłby żabi kanibalizm!. 


Zmykam dziewczątka. Rano jadę na grzybki w Bory Tucholskie. Trzymajcie kciuki bym jakiego muchomora nie złowiła.