Google+ Followers

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Makramowy debiut i młyneczek do kawy w "Bunkach"

Witajcie kochani. Nie będę się rozpisywała na temat upałów
 i gorąca jakie wszędzie panuje. Jest jak jest i musimy jakoś wytrzymać. Tym, którzy podobnie jak ja nie znoszą upałów, polecam michę z zimną wodą by zamoczyć stopy i można brać się za ręczne robótki. Żal mi tylko roślin w ogrodzie, gdyż doraźne podlewanie utrzymuje je tylko przy życiu, ale widać, że i one są już zmęczone upałami i bardzo ucierpiały. Trochę opadłam z sił 
i niczym konkretnym obecnie się nie zajmuję. Śledząc Wasze blogi podziwiałam makramowe bransoletki, wykonane przez niektóre 
z Was. Poszperałam po szufladach, znalazłam kawałek białego, bawełnianego sznurka i kilka koralików, które idealnie się nadawały do szambali. Tylko czy uda mi się tak poplątać sznurki by coś z tego wyszło? Oczywiście filmik instruktażowy musiałam obejrzeć
 i popróbować. Oj przypomniały mi się szkolne czasy, kiedy plotłam z konopnego sznurka kwietniki i makatki. Niestety czas zrobił spustoszenie w mojej pamięci i muszę uczyć się wszystkiego od początku. Węzeł płaski i spiralny? Proszę bardzo. Wyszło co wyszło, ale bransoletkę mam dziś na sobie. 




I jeszcze zawieszka wykonana węzłem spiralnym. Tak dla wprawy. 




Muszę nadrobić zaległości w makramie, bo spodobały mi się cuda robione tą techniką. Biżutka jest prześliczna, taka delikatna 
i elegancka. Ciekawe czy starczy mi cierpliwości i zapału. 
 Jakiś czas temu popijając kawusię wspominaliśmy lata 80- te kiedy kawy było jak na lekarstwo i trzeba ją było wystać 
w kilometrowych kolejkach. Stał człek i stał by otrzymać jedną, słownie jedną paczkę 100 gramowej Orient lub Selekt. Rany co to jest 100 gram? Kawa była ziarnista. Kiedy odwiedził nas krewniak ze Szkocji dowiedzieliśmy się, że mamy raj, bo u nich taka kawa 
w "Bunkach" jest bardzo droga i piją tylko pomielone odpady. Uwierzycie? W tamtych czasach mieliśmy skarb, ziarnistą kawę. Szaleństwo na mieloną przyszło o wiele później, a wraz z nim do kosza poszły wszelkie młynki do kawy. Niedawno dostałam 
w prezencie kilogram ziarnistej kawy. Fajnie, tylko co ja z nią zrobię, skoro młynka nie mam. Mamcia jednak przypomniała mi 
o młynku po mojej kochanej babuni. Mieliło się nim świeżutką kawkę będąc 
u niej w odwiedzinach. Przyniosłam z tej mojej przepastnej piwnicy takie coś.


Masakrycznie to wyglądało, a żarna oblepione były jakąś oleistą mazią, zapieczone i brudne. Pomyślałam, że nic z tego nie zrobię, ale uparta jestem jak osioł i wzięłam się za robotę. Rozebrałam to coś na czynniki pierwsze, oczyściłam, pomalowałam, pobawiłam się 
w transfer grafiki na medium, pokleiłam kawałkami serwetek, polakierowałam i mam teraz takie coś.




Najważniejsze, że młynek świetnie mieli na pył "bunkową" kawę, 
a zapach przy tym i aromat roznosi się po całej kuchni. A jak smakuje taka świeżutka kawka to możecie sobie wyobrazić. Młynek oczywiście wylądował na półce z pamiątkami po kochanej babuni.


Zmykam już. Może jeszcze coś uplotę ze sznureczków. Zrobiłam dziś spory zapas takowego i mam nadzieję, że uda mi się kolejna próba z węzełkami. Trzymajcie się jakoś w nadchodzących dniach. Pa kochani i do następnego.