Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prace wszelakie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prace wszelakie. Pokaż wszystkie posty

16 października 2017

Kuchenny recykling

Witajcie kochani.

  Muszę powiedzieć, że dziś w końcu jestem zadowolona
 z minionego dnia. Gnaciki czuję wszystkie dokładnie, a to oznacza, że pracowałam w ogrodzie. Była dziś piękna, iście letnia pogoda. Można było w końcu mówić o babim lecie. 
Taki październik to rozumiem. W ogrodzie chciałam zrobić sporo, bo przecież nie wiadomo jak długo taka ładna pogoda raczy nas rozpieszczać. Dopiero po powrocie, mogłam porobić fotki mojej pracy, którą przygotowałam na kolejną 26 już lekcję decoupage. Zdjęcia nie są najlepszej jakości, wiadomo, bez słoneczka kiepsko, a specjalnej lampy brak. Myślę sobie jednak, że nie o jakość zdjęć chodzi, tylko o samą pracę. Temat bardzo mi podpasował. Lubię odświeżać stare przedmioty. Byłam pewna, że będzie łatwo 
i przyjemnie. No i nie było. Zbyt wiele pomysłów na tę jedną rzecz sprawiło, że w końcu sama nie wiedziałam czego chcę.
W moje łapki dostał się stary młynek do kawy. 


Po przejściach mój młynek wygląda tak.






Banerek do lekcji



W sumie jestem zadowolona, choć początkowo czegoś mi brakowało. 
Jak myślicie? Może stanąć na półce?

W ogrodzie za to jesiennie, choć wciąż urokliwie.


Piórkówka z mnóstwem kwiatów,


Ognik obsypany koralami,


Irga nie chce być gorsza,


Powojnik pozostawił po kwiatach nasienniki, niczym małe peruczki.


Tylko róże jakby zapomniały, że to już jesień.










Na dziś to wszystko. Życzę wam kochani jeszcze pięknych dni, pełnych słońca i ciepełka. 
Dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają i zostawiają jakieś dobre słówko. 





31 sierpnia 2017

Tykające decu.

Witajcie,

 Nadrabiam zaległości blogowe bardzo powolutku. Tym razem mam nadzieję na zaliczenie dwóch zabaw, więc praca będzie niejako dwa w jednym. Kiedyś pisałam, że robię remont w domku ogrodowym. To co trzeba było zrobić z rzeczy ważnych, to wymiana podłogi i szafek w aneksie kuchennym. Reszta to tylko drobna kosmetyka, która sprawiała mi sporo radości.  Kilka fotek pozwoli Wam się zorientować w tym, co robiłam, spędzając czas w ogrodzie. 

Drewniane ścianki działowe pomalowane tzw. suchym pędzlem. Wszystko co miało inny kolor niż kolor bawełny, zostało przemalowane i jak to u mnie, musiało być poprzecierane. Przynajmniej tutaj mogę sobie przecierać do woli.



Stare koszyczki wiklinowe, obudowa karniszy z metaloplastyką, zasłonki z lawendą i motylami zakupione za grosze w "ciucholandzie" .


Komoda z lat 70 tych, która dotychczas stała na stryszku, zapomniana zupełnie.
Kiedyś pomalowana na jakiś kolor yellow.


 Dostała stare, odnowione,  metalowe uchwyty,
 trochę farby i szablonów, przecierek i oczywiście serca. 




Półeczkę z szufladkami już Wam pokazywałam. Ona też znalazła miejsce w domku.


Znalazły tu też miejsce niektóre drobiazgi robione dawno temu. Nic szczególnego, ale wyrzucić szkoda.


No i do tego wszystkiego brakowało mi zegara. Takiego dużego, by już przy wejściu widać było jaki jest czas i kiedy w końcu podadzą kawkę.
Padło oczywiście na zegar z papierowej wikliny. 
Widziałam piękność u Oli 
z bloga Papierolki. Ola plecie wspaniale, perfekcyjnie i nigdy jej nie doścignę. Jednak zegar wyplotłam. 
Chodzi i tyka i w końcu wiem kiedy jest  Five oclock(Nie wiem jak tu wstawić apostrof)





Ponieważ przykleiłam tam mały bukiet piwonii, zegar zgłaszam do kolejnej wakacyjnej lekcji Decu, w której na szczęście mogłyśmy zrobić to, co chcemy pod warunkiem, że będą to kwiaty ogrodowe. 
Zegar chyba mogę też zgłosić do zabawy Reni. W końcu zegar może być prezentem dla mnie samej, a co. Mam nadzieję, że dziewczyny przyjmą. 


Czas goni. Prawie rzutem na taśmę zdążyłam z publikacją posta. Przepraszam dziewczyny, że tak późno. 
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i życzę spokojnego, słonecznego weekendu.







12 marca 2017

Słoiczki na herbatki

Witajcie moi drodzy.
 Nie będę pisać o znikającym gdzieś czasie, bo chyba wszyscy mamy podobnie. Marzy mi się choć kilka wolnych dni. Wolnych nie w znaczeniu "nie iść do pracy", tylko wolnych w swoim biegu. Chciałabym choć raz, gdy spojrzę na zegarek pomyśleć sobie ... dopiero..! To jednak chyba tylko w snach się zdarza prawda?
Jakiś czas temu bratanica moja kochana przywiozła mi kilka słoiczków po kawie. Mówi: Ciotex da radę coś z tym zrobić? 
No jak nie, jak tak. Dziewczyna wkrótce się wprowadza na swoje nowe M więc każda rzecz wydaje się niezbędna, a najlepiej jak jest z recyklingu, bo przecież kasiorki nigdy nie ma za wiele. Wzięłam więc te słoiczki i nie zastanawiając się długo delikatnie je ozdobiłam i mam nadzieję, że będą się takie podobały.  
Mają służyć do przechowywania różnych herbatek, meliski, rumianku, zielonej itp. 


Koronka bawełniana z zapasów, które mają chyba ze trzydzieści lat.
Bawełniany sznureczek z drewnianymi koralikami i serduszka,
z którymi miałam największy problem, bo ciężko się szyło takie maleństwa. 




Muszę się przyznać, że nawet mi się spodobały te słoiczki i na moich półkach też fajnie wyglądają. Co myślicie?
Sprawić sobie taką małą kolekcję? 
Pozdrawiam Was bardzo gorąco i życzę wszystkim wreszcie pięknej wiosennej pogody i dużo uśmiechu w każdym dniu.


09 lutego 2017

Pudełko z okienkiem

Witam Was serdecznie.
Przyznam się, że z przerażeniem spoglądam w okno. Znowu sypie gęsty śnieg, a temperatury znacznie poniżej zera. Zima ponownie pokazuje nam, że wciąż to ona panuje i tak łatwo się nie podda. Wrrrr.
Wmawiałam sobie, że jeszcze dużo czasu i spokojnie zdążę. Mowa oczywiście o "bombardowaniu" pudełka z okienkiem. Wszystkie wytyczne znajdziecie TUTAJ i śpieszcie się, bo czasu już niewiele zostało. Czas leciał nieubłaganie szybko, a ja wciąż nie miałam pomysłu na to pudełko. Jak to w życiu bywa z pomocą przyszedł mi  przypadek. Nie będę odkrywcza i specjalnie pomysłowa, bo moja praca to, jak u większości z Was, ze starego - nowe.
Moje pudełko przed "zbombardowaniem" to pudełko po czekoladkach. Nie wiem kto je zjadł i kiedy, ale pudełeczko zostało, bo przecież się przyda. No i się przydało.


Ponieważ mam w planach pracę nad karteczką z okazji Pierwszej Komunii, to postanowiłam, że zacznę od du.... strony i najpierw zrobię pudełko do owej kartki. Początkowo miało być na biało, bielusieńko, ale potem dowiedziałam się, że dziewczynka, dla której ma być ta kartka, uwielbia różowy kolor więc tak ciut delikatnie użyłam różu. W końcu nie ważne są nasze upodobania. Ma się podobać obdarowanej osobie prawda?
 Najpierw zabawiłam się w decu. Pudełko okleiłam białym papierem z delikatnym wzorkiem, potem troszkę popaćkałam jaśniutkim różem i naniosłam szablon w kolorze szaro - różowym. Całość polakierowałam, by pudełeczko nabrało blasku. Resztę widać wyraźnie. Kwiatki od Dorotki co to ma kota ( Dorcia wielkie dzięki), troszkę koroneczki, skrapek, wstążeczka  i całość wygląda tak.


Fajne te kwiatki od Dorotki no nie?







 Cieszę się, że udało mi się przed czasem. Mam nadzieję, że szefowa będzie zadowolona, bo drugiego pudła już nie zbombarduję. Nie ma takiej opcji.


Czas brać się za kolejne zadania. Mimo mrozu za oknem, życzę Wam gorących serc i ciepełka w domciu. 

02 grudnia 2016

Biało, biało, bielusieńko.

Witam Was serdecznie. 
Dziś będzie krótko i zwięźle. Na dworze zrobiło się biało, bielusieńko. Wygląda pięknie, tylko temperatura obecnie panująca zapewne sprawi, że ta śnieżna aura do rana pozostanie wspomnieniem. Na prawdziwą, białą zimę będziemy musieli jeszcze poczekać. Póki co nocna wichura i obfite opady sprawiły niemało szkód w mojej okolicy. 
Obserwując wasze blogi wiem, że tworzycie przeróżne, cudowne, bożonarodzeniowe ozdoby. Zrobiło się świątecznie w blogosferze. Tym razem i u mnie powstało trochę świecidełek. Ostatnio bawiliśmy się u Danutki w tworzenie różności z rolek po "dupnym" papierze. Jako, że zostało mi sporo tegoż zacnego materiału, na prośbę mojej mamci, która nie lubi, podobnie jak ja, niczego wyrzucać, wykorzystałam pozostałości do zrobienia kilku gwiazdek na choinkę, lub jak wolicie zawieszek. Pomalowane na biało, polakierowane i obsypane brokatem. Dla kolorku niewielkie dodatki. Miało być błyszcząco i świecąco, to jest.


Brokatu nie żałowałam.




Będą ładnie połyskiwać w świetle choinkowych lampek.



Zrobiłam ich kilkanaście.






Gwiazdeczki są nawet dość sztywne. Pewnie za sprawą dwukrotnego malowania i lakierowania. Myślę, że już starczy przerabiania tych dupnych roleczek. Czas wziąć się za inną pracę, bo już tematy podane, a czasu jak na lekarstwo. 
Zaryzykuję również zgłoszenie owych gwiazdek do zabawy naszej Danusi. Miało być na biało z niewielkimi dodatkami innego kolorku. Nie wiem czy Danusia i żaba przyjmą moje gwiazdki. 
W końcu są białe, a brokat to tylko niewielki dodatek , jak myślicie? Danusiu przyjmiesz? Jeśli nie to nie krepuj się. Śmiało możesz wywalić. Przecież mam jeszcze czas coś wymodzić innego. Co do białego koloru? Uwielbiam, we wszystkim, w ciuszkach, których mam sporo, w meblach, które również mam i w kwiatach, których mam  sporo w ogrodzie. 


Pozdrawiam Was bardzo cieplutko i życzę pięknego, słonecznego weekendu, bez pogodowych niespodzianek.