Google+ Followers

czwartek, 12 lutego 2015

Pączkożercy się zjechali.


Witajcie moi mili.
 Według staropolskiego przysłowia:"Powiedział Bartek, że dziś tłusty czwartek", podejrzewam, że wszyscy dziś objadali się pączkami. Przyznajcie się ileż to tych słodkich pyszności spałaszowaliście? Kilka? A może żadnego? W moim rodzinnym domu jak tylko sięgam pamięcią, zawsze były pączki. Według jednego z przesądów, jeśli ktoś w tłusty czwartek nie zje ani jednego pączka, to w dalszym życiu nie będzie mu się wiodło. Wierząc w to czy nie, pączki w dużej ilości pieczemy z mamą według starego przepisu. Ciasto sobie rośnie w ciepłym miejscu a potem kulamy paczki,  od razu nadziewając je  konfiturą i znowu pozostawiamy do wyrośnięcia












Potem następuje chyba najcięższa praca, Stanie nad rozgrzanym garnkiem i smażenie tych słodkich kulek. Rany jak było gorąco, ale co tam, czego się nie robi dla rodzinnej tradycji.


Tak wyglądały po mojej stójce nad garnkiem i babci "lakierowaniu"



Pączki nadziewane są przeróżnymi konfiturami, choć ulubiona rodzinna, to ta z czarnej porzeczki lub wiśni. Kiedy dzieciaki miały po kilka lat, do kilkunastu pączków wkładałyśmy niespodzianki owinięte w folię do pieczenia. To dopiero było. Każdy z dzieciaków chciał trafić na niespodziankę więc z zapałem zjadali pączek po pączku. To było coś w rodzaju kinder niespodzianki stosowanej dziś w czekoladowych jajeczkach. Lata minęły, lecz tradycja pączkowego święta wciąż kwitnie i jak niegdyś, kto żyw stawił się na pączkowe szaleństwo u babci. Jest to kolejna okazja do rodzinnego spotkania i poprostu pobycia ze sobą, bo przecież tak mało mamy okazji spotkań w szerszym rodzinnym gronie. Musicie uwierzyć na słowo, że babcine pączki są najlepsze na świecie. Puszyste, słodkie kuleczki szybko znikają z talerzy, a mnie taka rymowanka zaświtała w głowie


        Tradycyjnie dziś do babci, pączkożercy się zjechali! 
Starsi, młodsi, duzi, mali, zgodnie pączki pożerali.
Nikt kalorii dziś nie liczył,
każdy pączków "X" wpierniczył,
by się lepiej wślizgiwały dobrym winkiem popijali.
Nagrzeszyli dziś Paterki,
każdy z nich miał brzuszek wielki,
ale co tam, czwartek taki,
że wypada jeść przysmaki!

Osobiście zakończyłam dzień popijając miętowa herbatkę. Nie, nie. Nie dlatego, że brzuch bolał po obżarstwie. Ot tak czasem lubię. Zmykam popatrzeć jeszcze na Wasze cudeńka. Dobrej nocki życzę i szczęsliwego trzynastego w  piątek.