Google+ Followers

piątek, 22 września 2017

Wrześniowe karteczki

Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Muszę Wam powiedzieć, że po powrocie z wakacji jakoś długo nie mogłam się zorganizować. Wiecie jak to jest. Człowiek taki wyluzowany, spokojny i wypoczęty, że nigdzie się nie śpieszy, a na pośpiech i zdenerwowanie innych reaguje słowami:" ale o co chodzi". W końcu jednak musiałam się ogarnąć i opanować piętrzące się "tematy" do zrobienia na wczoraj.  
Kiedy tylko za oknem było buro i ponuro, na warsztat szły karteczki. Przecież zabawa trwa.
Tym razem naszą inspiratorką była Ola
Przyznam, że tematy strasznie mi się spodobały,
 jednak z wykonaniem było już trochę gorzej. 


Pierwsze na warsztat poszło Boże Narodzenie w czarno białych barwach. Nie wiem, czy to można uznać za śnieżynkę. 



Potem pszyszła mi ochota na Wielkanoc.




Ostatnia karteczka w stylu Clean& Simple. Wydaje się prosty. Mnie zawsze ciągnie do naklejania mnóstwa drobiazgów. Trudno mi to opanować, dlatego moja kartka wygląda tak.



Mam nadzieję, że zarówno Ola jak i Ania przyjmą te karteczki.
Jeszcze tylko kolaż


Chyba troszkę za dużo czasu Wam zabrałam. Znikam szybko i już Was nie męczę. Dziękuję za to, że jesteście i wciąż do mnie zaglądacie.  Życzę wszystkim miłego weekendu.









sobota, 16 września 2017

Jesień, wrzesień, czarów czas.

Witajcie kochani.
 Od zawsze uwielbiam wrzesień, bez względu na panującą aurę, bo dobrze wiecie, że ta bywa kapryśna, jednak właśnie we wrześniu temperatury zbliżają się do tych najbardziej przeze mnie lubianych w okolicach 18-20 st. a natura czaruje kolorami, zapachami
 i widokami. 
Jakiś czas nie było mnie w ogrodzie. Co niektórzy wiedzą zapewne, że spędzałam krótki urlop nad naszym Bałtykiem, 
ale o tym troszkę później. Po powrocie zatęskniłam za moim ogródkiem. Co tam dużo mówić, wciąż jest pięknie i kolorowo.
Róże kwitną bezustannie i choć kwiatów jest zdecydowanie mniej, wciąż cieszą oczy i zmysły, pozwalając wierzyć, że lato jeszcze trwa.





 Kolory pozostałych kwiatów, nieco wyblakły i  niestety przypominają o  przemijaniu i zbliżającej się jesieni. 



Wrzosy powoli rozwijają pąki i tylko patrzeć jak "pokolorują" usypiający ogród.



Tylko Zimowity swą nazwą z lekka przyprawiają o dreszcze.



Pierwszy dzień po urlopie, a napracowałam się okrutnie, gdyż czas sadzenia i przesadzania nastał. Każdy ogrodnik wie co to znaczy. 

A na urlopie było cudnie. Spędziłam go z naszą Anią Iwańską, dziewczyną  od karteczek, która namówiła mnie na pobyt nad Bałtykiem w Mielnie Unieściu, 
Pełen luz, relaks i wypoczynek.
 Nie, nie. Nie leżałyśmy do góry brzuchami. Były spacery, kije i rowery.  Wrzucam kolaż, by nie zanudzać Was wielką ilością zdjęć.


Nie mogłam się napatrzeć na morze. Każdego dnia, o każdej porze wyglądało zachwycająco.  
Dziwne. Dlaczego i czym się zachwycam. Przecież mieszkam na wybrzeżu. Do morza mam 40 km w linii prostej. A jednak. 
Dzięki Aneczko, że mnie ze sobą zabrałaś.


Powiem Wam jeszcze w tajemnicy, że spotkałyśmy w Dobrzycy szefową. Trochę była niezadowolona, że nie "zleciałyśmy" się w komplecie, ale coś tam na ucho jej szepnęłam, usprawiedliwiając nieobecność pewnych osóbek.


Poczarowałyśmy trochę w pełnej konspiracji i zaklinałyśmy pogodę, by do końca urlopu nam sprzyjała. 
Udało się.
 Czary pomogły.


Spotkanie na szczycie minęło szybko i bezboleśnie. 
Znikam. 
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i cieplutko.







czwartek, 31 sierpnia 2017

Tykające decu.

Witajcie,

 Nadrabiam zaległości blogowe bardzo powolutku. Tym razem mam nadzieję na zaliczenie dwóch zabaw, więc praca będzie niejako dwa w jednym. Kiedyś pisałam, że robię remont w domku ogrodowym. To co trzeba było zrobić z rzeczy ważnych, to wymiana podłogi i szafek w aneksie kuchennym. Reszta to tylko drobna kosmetyka, która sprawiała mi sporo radości.  Kilka fotek pozwoli Wam się zorientować w tym, co robiłam, spędzając czas w ogrodzie. 

Drewniane ścianki działowe pomalowane tzw. suchym pędzlem. Wszystko co miało inny kolor niż kolor bawełny, zostało przemalowane i jak to u mnie, musiało być poprzecierane. Przynajmniej tutaj mogę sobie przecierać do woli.



Stare koszyczki wiklinowe, obudowa karniszy z metaloplastyką, zasłonki z lawendą i motylami zakupione za grosze w "ciucholandzie" .


Komoda z lat 70 tych, która dotychczas stała na stryszku, zapomniana zupełnie.
Kiedyś pomalowana na jakiś kolor yellow.


 Dostała stare, odnowione,  metalowe uchwyty,
 trochę farby i szablonów, przecierek i oczywiście serca. 




Półeczkę z szufladkami już Wam pokazywałam. Ona też znalazła miejsce w domku.


Znalazły tu też miejsce niektóre drobiazgi robione dawno temu. Nic szczególnego, ale wyrzucić szkoda.


No i do tego wszystkiego brakowało mi zegara. Takiego dużego, by już przy wejściu widać było jaki jest czas i kiedy w końcu podadzą kawkę.
Padło oczywiście na zegar z papierowej wikliny. 
Widziałam piękność u Oli 
z bloga Papierolki. Ola plecie wspaniale, perfekcyjnie i nigdy jej nie doścignę. Jednak zegar wyplotłam. 
Chodzi i tyka i w końcu wiem kiedy jest  Five oclock(Nie wiem jak tu wstawić apostrof)





Ponieważ przykleiłam tam mały bukiet piwonii, zegar zgłaszam do kolejnej wakacyjnej lekcji Decu, w której na szczęście mogłyśmy zrobić to, co chcemy pod warunkiem, że będą to kwiaty ogrodowe. 
Zegar chyba mogę też zgłosić do zabawy Reni. W końcu zegar może być prezentem dla mnie samej, a co. Mam nadzieję, że dziewczyny przyjmą. 


Czas goni. Prawie rzutem na taśmę zdążyłam z publikacją posta. Przepraszam dziewczyny, że tak późno. 
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i życzę spokojnego, słonecznego weekendu.







niedziela, 27 sierpnia 2017

Uskrzydlony post

Witam Was bardzo serdecznie. 

 Musiałam się jakoś zmobilizować i wziąć się do roboty.  Koniec miesiąca już bliski, a ja jeszcze nic nie zrobiłam. Postanowiłam zatem najpierw zaliczyć zadanie u Danusi, która wymyśliła tym razem kolor " uskrzydlony".


 Wyobrażacie sobie? Nie wiem skąd u niej takie nadzwyczajne pomysły. Było nie było, znalazłam sobie modela do mojej uskrzydlonej pracy. 


Kartka poleciała już jakiś czas temu do solenizantki. 
 Ponieważ nie pokazywałam jej jeszcze,to dziś nadarzyła się okazja by Wam ją zaprezentować.









Muszę Wam powiedzieć, że jest to jedna z tych kartek z których jestem bardzo zadowolona. 
Może dlatego, że robiłam ją z sercem, dla wspaniałej osóbki i mam nadzieję, że jej również ta karteczka się spodobała. 

Na zakończenie jeszcze kilka fotek z ogródka. 
powoli widać schyłek lata, ale póki co jest na co popatrzeć.

Kwitnące trawy wyglądają bardzo romantycznie.


Przegorzany są odwiedzane przez mnóstwo trzmielowatych. 


Liliowce kończą już kwitnienie.


Róże za to kwitną ponownie i właściwie bezustannie. Są tylko maltretowane przez zbyt częste i intensywne opady deszczu. Kiedy jest trochę spokojniej wyglądają zachwycająco.






Tyle na dziś.
 Zmykam już i nie zabieram Wam więcej  cennego czasu. 
Wszystkim, którzy jeszcze do mnie zaglądają bardzo dziękuję za poświęcony czas i ciepłe słowa w komentarzach.  Obiecuję, że od jesieni będę częściej zaglądać na bloga.