Google+ Followers

wtorek, 14 czerwca 2016

Kiedy się bardzo chce.

Witajcie kochani.
 Dzisiejszy post będzie troszkę inny niż wszystkie dotychczasowe posty. Nie będzie o ogrodzie, nie będzie nawet o rękodziele. Będzie za to o tym, że jeśli bardzo czegoś pragniemy, to żadna siła nie jest w stanie zepsuć naszych planów. Miniony weekend był spełnieniem długo oczekiwanego spotkania, jakie zaplanowałyśmy sobie dość dawno temu. Pozwólcie, że nie będę opisywała jak do tego doszło. Jeśli ktoś ma ochotę i jest ciekawy relacji,
 to zapraszam do bloga naszej Anulki, która nad wyraz ciekawie to opisała u siebie TUTAJ.
 Zróbcie sobie więc kawkę i poczytajcie bo jest 
o czym. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie widziałyśmy się 
i było to nasze pierwsze spotkanie w realu. Mnie samej z wrażenia serducho waliło jak młot kowalski, bo przecież zupełnie inaczej odbieramy osoby z którymi kontaktujemy się poprzez internet. Miałam sporo obaw. Jakże mylne one były. Już po pierwszych sekundach, po pierwszych spojrzeniach wiedziałam, że faktycznie spotkały się cztery radosne, by nie powiedzieć szalone i troszkę szurnięte kobietki w średnim wieku. Co ja mówię, przecież My młode duchem jesteśmy i poczucia humoru i dystansu do życia, mogą nam pozazdrościć i młodzi i starsi. Zaczęło się tak.






Potem już było tylko lepiej i zupełnie odjazdowo. Sami zobaczcie, czy my wyglądamy na poważne i stateczne? 
Hahahaha śmiem wątpić.


Ciekawa jestem czy nas rozpoznajecie? 
Pogoda była wymarzona. Specjalnie sobie taką "zamówiłyśmy".  Ruszyłyśmy w miasto, by zobaczyć jak wygląda stolica Wielkopolski. 


Trafiłyśmy na rozpoczynający się tego właśnie dnia  Jarmark Świętojański z jego niezliczonymi atrakcjami i ponad setką straganów. Było więc co oglądać


Humory wciąż nas nie opuszczały.





W końcu po męczącej wędrówce wróciłyśmy do hotelu,  Co działo się za zamkniętymi drzwiami pozostawiam Waszej wyobraźni. Jeśli Gosia i Danusia  zechcą to opisać podlinkuję ich wpisy  w tym miejscu. Zapraszam do poczytania u Danusi oraz naszej Gosi. Nadmienię tylko, że było bardzo ciekawie, radośnie i nawet naukowo. Zaliczyłyśmy też wykład o zdrowym odżywianiu 
i zastosowałyśmy go w praktyce. Była miętka i cytrynki. Nocne Polaków rozmowy trwały długo, bardzo długo. Następnego dnia leniuchowałyśmy w przepięknym parku na tyłach Starego Browaru,  ciesząc się jeszcze cudną pogodą i ostatnimi chwilami naszego spotkania. 


Nadszedł jednak moment, w którym musiałyśmy się rozstać. Ponieważ ja miałam zostać w Poznaniu jeszcze trochę, przyszło mi pożegnać dziewczyny. Przyznam, że było mi smutno na sercu. Nie lubię takich chwil. Najpierw wsadziłyśmy do pociągu Danusię odśpiewując jej na peronie pożegnalną piosenkę. Potem przyszła kolej na Anię i Gosię, które odjeżdżały z tego samego peronu i to prawie równocześnie. Zostałam sama i tylko w głowie i sercu wciąż brzmiały ich głosy i śmiechy. Muszę Wam jeszcze zdradzić, że głosy dziewczyn były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie brzmienie ich głosów. Ani subtelny i delikatny, Gosi szczebiotliwy i Danusi ciepły i miły. Podobno mam muzykalne ucho więc na długo je zapamiętam.
Dziewczyny bardzo Wam dziękuję za tyle miłych i pełnych wrażeń chwil. Dziękuję tez losowi, że kiedyś natchnął mnie do założenia bloga, dzięki któremu dane mi było poznać tak wspaniałe osóbki, że postawił mi Was kochane na swojej drodze.
 O ileż bogatsze stało się moje życie.
Niech ktoś teraz powie, że znajomości zawierane przez internet są błędem.
To był fantastyczny weekend.Chciałoby się go szybko powtórzyć.
Pozdrawiam Was kochani cieplutko, życząc Wam również takich blogowych przyjaźni.