czwartek, 27 października 2016

W kolorach pawiego oczka

Witajcie kochani.
Wczoraj rozmawiałam na skypie z koleżankami, z których jedna martwiła się, że ją zobaczymy niewymalowaną i taką zwyczajną kobietą. Cóż trochę kiepsko się czuła więc wiecie jak to jest 
i jeszcze bez makijażu. Dla mnie to nic nadzwyczajnego, ponieważ nigdy się nie maluję,(no może z wyjątkiem wielkich okazji 
i uroczystości), ale Ona pewnie tak się do tego przyzwyczaiła, 
że po prostu czuła się źle. Chyba większość kobiet lubi tak trochę "podrasować" oko. Jak mówił mój bratanek, dziewczyny muszą wstawać dużo wcześniej, by mieć czas na ten manicure, pedicure 
i oczocure.  Dla Ciebie więc kochana moja tak dla rozluźnienia mięśni twarzy.


Nie ma co się przejmować wyglądem, bo tak nas stwórca stworzył. 

Dość żartów. Czas przejść do poważniejszych rzeczy. Jedną taką, która spędzała mi sen z powiek była DANUSIOWA zabawa 
w kolorki, a jak wiecie tym razem króluje nam pawie oczko. 

O takie.


Zanim zabrałam się za pracę już upłynęło pół miesiąca. Potem kolejne prace lądowały w koszu. Myślałam sobie: co u licha, kompletnie nie mam weny twórczej. Zostawiłam czortostwo i już myślałam, że tym razem odpuszczę, bo czasu jak na lekarstwo, 
a i pomysłów brak.
Jakoś tak z pomocą przyszedł przypadek. Na prośbę mamy, wzięłam do rąk druty, bo miałam jej pokazać jak sie robi mój ulubiony kiedyś ścieg. Przy okazji przypomniałam sobie moje prace sprzed niemalże trzydziestu lat. No i macie. Nie wiem, czy Danusia zaliczy mi to jako pawie oczko, ale kolorki się zgadzają. 
Są trzy niebieskie, dwa zielone , brązowe też w odcieniach.

Co to takiego? 
Mnie posłuży pewnie jako dodatek do swetra, jako bransoletka, czy jak to tam zwą. 




Muszę Wam powiedzieć, że szydełka w ręku nie trzymałam od dobrych dwudziestu lat więc wybaczcie niedoskonałość pracy.



Listeczki oczywiście makramowe, a jak.



Całość nawet mi się podoba i już mam kolejne pomysły. Czyżby więc wróciło do łask szydełko?



Tu nie wygląda zbyt pięknie, tz. moja łapka.


To byłoby na tyle. Cieszę się, że zadanie wykonałam, choć nie wiem, czy Danusia przyjmie i czy żabka nie wypluje.
Wybaczcie, że tak szybko dzisiaj. Październik w mojej rodzinie jest jedną wielka imprezą,
a dziś przybyła nam jeszcze jedna październikowa solenizantka.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i do następnego miłego. 




wtorek, 18 października 2016

Jesienny ogród i łobuziaki.

Witam Was serdecznie.
 Chyba ta piękna złota polska jesień już do nas nie powróci. Była, ale krótko i nie zdążymy nacieszyć się jej urokami, bo wciąż zimno, buro i ponuro. Całe szczęście, że podczas jej krótkiego pobytu zdążyłam troszkę popracować w ogrodzie, choć mam jeszcze kilka prac, które muszę poczynić. Mam nadzieje, że jeszcze zdążę przed nadejściem mrozów. Obiecałam Wam w ostatnim poście, że pokażę kilka fotek mojego jesiennego ogródka więc zapraszam. Zdjęcia zrobione kilka dni temu w ładną słoneczną pogodę.


Powojnik Tangucki wciąż kwitnie, choć widać już kres jego kwitnienia. Cieszy jednak urokliwymi puszkami. 


Róże , ach te róże niezastąpione, kwitną na przekór pogodzie. 



Są światełkiem wśród panującej wszędzie szarej, przytłumionej zieleni.


Jałowce obsypały się deszczem czerwonych owoców.


Bujnie kwitną marcinki i wszędobylskie rudbekie.



Nieśmiało gdzieś w gęstwinie liści próbuje zakwitnąć ponownie Tawuła.


A Przegorzan aż prosi się o ścięcie. Takie pąki wykorzystuję do bożonarodzeniowych dekoracji, suszę i spryskuję złotym lub srebrnym sprayem.


Jest jednak bardzo kolorowo. Złoto, czerwień i opadające liście brzozy dodają ogrodowi swoistego klimatu.



A w domu rozgościły się dwa małe łobuziaki. Póki co są jeszcze 
u mnie, ale już niebawem wywędrują do nowych właścicielek. 




Rozbawiły się na całego. Dorwały się do moich pomponów







Za ich sprawą w domu zrobiło się wesoło.  Choć nie są idealne, mnie się podobają i nawet jestem z nich zadowolona. 
Nie będę więcej przynudzać , a i weny do pisania dziś mi brakuje więc mówię Wam do zaśki. Chyba rurek muszę nakręcić więcej, bo kociaki maja wzięcie. Do dzieła więc zmykam.



















sobota, 15 października 2016

Karteczkowo u Ani

Witam Was serdecznie.

Oj jak się zrobiło pięknie i radośnie. To za sprawa słoneczka, które po wielu ponurych dniach wreszcie zaświeciło. Od razu człowiekowi lepiej i chęci do działania wróciły. Myślę, że Wy też tak macie. Jakże byłoby cudownie, gdyby słonko zawsze świeciło. Niestety, to nie w naszym klimacie. Przez ostatnie dwa dni, słoneczne dni, nadrobiłam ogrodowe prace. Było sporo do zrobienia, ale powolutku i co najważniejsze z wielką ochotą udało mi się ogarnąć to i owo i już dziś mogę powiedzieć, że ogród jesienny wygląda zachwycająco. Kilka fotek pokażę w  następnym poście. 
Dzisiaj przychodzę do Was z karteczkami, które przygotowałam na zabawę naszej Anulki. Przyznam, że spodobało mi się to karteczkowanie i choć niejednokrotnie czasu brakuje, to z chęcią wieczorami coś tam przy nich dłubię. Banerek mówi wszystko 
o wytycznych więc nie będę się powtarzać. 


Karteczka według mapki sprawiła mi chyba najwięcej kłopotu. 
Niby proste, a jednak jakoś mi nie szło, choć podobno umiem odczytywać mapy. Koniec końców powstała taka kartka.




Nie wiem czy Anulka zaliczy taką interpretację. Aniu zlituj się. 

Kolejna karteczka okolicznościowa, choć jeszcze nie wiem na jaką okoliczność ona będzie.  Paseczki sprawiają mi sporo radości
 i z przyjemnością je skręcam, choć jeszcze dużo mi brakuje do ideału. Skręcam je bez szablonu, dlatego płatki są niestety różnej wielkości. 




Karteczka ze skarpetą w roli głównej. Nie kombinowałam za wiele. Jest po prostu skarpeta i już. 




Na koniec kolaż moich kartek i cieszę się, że udało mi się kolejny raz nie zawieźć naszej Anulki. 


Pozdrawiam Was bardzo słonecznie i do zaśki. 
Czas zająć się nowym tematem. Życzę Wam fajnego weekendu. Dla tych którzy chcą poleniuchować, leniwego, a dla pracusiów pracowitego. Jak kto woli. 







środa, 12 października 2016

Przeżyłam pierwsze bombardowanie.

Witam Was serdecznie.
Ostatnio słyszałam taka fajną śląską piosenkę pod tytułem " Tropi mnie lyń". Tak się porobiło, że każdego ranka podśpiewuję sobie ją, bo jakże tu cokolwiek robić w taką paskudną pogodę. Zimno, buro 
i ponuro. Nie dość, że pogoda nie nastraja, zdrówko szwankuje, to myśl, że w ogrodzie jeszcze tyle do zrobienia nie daje mi spokoju, 
a ja mam lenia i już. Nie może być jednak tak, że zupełnie nic się nie robi. To nie leży w mojej naturze. Staram się ogarnąć to co muszę w domowych obowiązkach, a wieczorami coś tam dłubię 
i choć nie wiele z tego dłubania póki co wynika, mam nadzieję, 
że w końcu odzyskam formę. No , ale dość narzekania. 
Czas pokazać Wam moją pierwszą w tym miesiącu pracę. 
Nic nadzwyczajnego, ale jest. Danusia zaproponowała nam nową zabawę w "bombardowanie" pudełek . Wszystkie wytyczne do niej znajdziecie TUTAJ. Zapraszam wszystkich do zabawy, bo zaczyna dziać się ciekawie. 



 W tym miesiącu padło na pudełka po słodyczach. Przyznam się, że miałam z tym niewielki problem, gdyż ja to nie słodkościowa jestem i takowych opakowań to raczej  u mnie nie ma. 
Znalazłam jednak w kuferku mamy takie precelki, które natychmiast kazałam  zjeść. Pudełeczko skonfiskowałam .


Cóż można z niego zrobić? Jest niewielkie, ale pomyślałam, że nada się na opakowanie drobnego prezentu.
 Poszperałam w papierkach, okleiłam, środek wyłożyłam czarnym filcem, na górze kwiatki od Dorotki co ma kota i kawałek mojego zaszuszonego ogródka, paprotki i trawka. Tak na marginesie, Dorotka robi fantastyczne kwiatki z papieru i krepiny. Nawet kursik nam zrobiła, gdyby któraś miała ochotę na takie ""Zrób to sam"





Muszę Wam powiedzieć, że jestem zadowolona z końcowego efektu. Fajnie będzie zapakować w to pudełeczko jakiś niewielki drobiazg w prezencie. 
Mam nadzieje, że i Wam to niewielkie coś przypadnie do gustu. 
Czas zająć się pracą nad kolejnym zadaniem. Pawie oczko? Rany, nie mam pomysłu, a czas ucieka. 
Pozdrawiam Was bardzo ciepło, życząc słoneczka, 
słoneczka i słoneczka. 







niedziela, 9 października 2016

                           Śpieszmy sie kochać ludzi, tak szybko odchodzą.
                                            Chyba za szybko.


Danusiu żegnaj. 
Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach. Na zawsze.