niedziela, 28 sierpnia 2016

Lodowe decoupage.

Witam wszystkich serdecznie. Mamy piękne zakończenie wakacji. Pogoda iście tropikalna. Tym, którzy lubią taką pogodę zazdroszczę. Niestety ja nie znoszę upałów. Chłodny wychów jestem i już. Dopiero wieczorem, gdy się ociupinkę ochłodzi odżywam. Dawno nic nie robiłam w decu więc postanowiłam resztki wolnego czasu poświecić na małą pracę w tym temacie.  Niedawno dostałam od Danusi takie drewniane serducho, a nawet dwa. Pomyślałam, że nie ma co czekać i trzeba je jakoś ozdobić.   Serduszka wędrują więc do Danusiowej zabawy i nawet do zabawy Reni i Justynki. Wiem, że takie prace dwa w jednym to trochę cwaniactwa z mojej strony, ale musicie mi wybaczyć. 
Czas letni nie sprzyja tworzeniu wielu prac. Obiecuję poprawę już przy następnych tematach. Chyba wszyscy wiedzą o co chodzi więc nie będę się rozpisywała,  tylko wstawię banerki. 



Jeśli chodzi o lody, to już pisałam, że nie przepadam za nimi. Są dla mnie zbyt słodkie. Kiedy jednak skuszę się na polizanie, to zawsze wybieram czekoladowe lub waniliowe. Tym razem do zabawy pokuszę się o śmietankowe, pistacjowe oraz malinowe. 

Moja wersja lodowej pracy jest bardzo prosta.
Uwielbiam różane motywy więc nie zastanawiałam się długo. Ta serwetka bardzo przypadła mi do gustu i podpasowała kolorami.





W środku nakleiłam kilka kwiatków, które podarowała mi Gosia O.  Ma zdolne łapki. Ulepić takie maleństwa z zimnej porcelany to nie lada sztuka.



Efekt nawet mnie zadowala, choć wielkigo dzieła nie ma. 


Tyle na dzisiaj. Pozdrawiam cieplutko wszystkich zaglądających 
i życzę Wam jeszcze wielu pięknych i słonecznych dni. 
Nie koniecznie upalnych. 
















poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Promyk radości i znowu jestem.

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Wiem, że długo mnie tu nie było. Ostatni okres nie był dla mnie zbyt łaskawy i totalnie ograniczył mój wolny czas. Nie umiałam też zebrać się do kupy 
i zupełnie opuściły mnie chęci na robienie czegokolwiek. 
Prosto rzecz ujmując miałam lenia do wszystkiego. Ponieważ jestem meteopatką, to i zmienna pogoda zwalała mnie z nóg. Nie wiem czy to już oznaka starości, czy jakaś zwykła chandra. Na szczęście miałam okazję trochę wyluzować za sprawą naszej Anulki, która odpoczywała niedaleko. Grzechem byłoby nie spotkać się i choć pogoda tego dnia nie rozpieszczała, strasznie byłam szczęśliwa, 
że  znowu ją zobaczę, bo wiecie, to jedna z tych osób, które nawet 
o tym nie wiedząc, wnoszą w nasze życie promyk radości.. 


Aniu kochana, bardzo Ci dziękuję za ten dzień.

Widocznie faktycznie potrzebny był mi taki dzień na luzie, bez gonitwy i zwykłych codziennych obowiązków. Zaraz ochoczo wzięłam się do robótkowania i nadganiam zaległości. Na pierwszy ogień poszły oczywiście karteczki do Anulkowej zabawy. 
Zanim je pokażę wstawiam banerek.


Ponieważ niedawno miałam okazję składać życzenia nowożeńcom, kartka ślubna była już gotowa. Były nawet dwie, ale tylko jedna łapie się na zabawę do Ani. 
Przyznam się, że ta czysto biała kartka nawet mi się podoba. 
Do niej zrobiłam pudełeczko według kursiku jednej z naszych blogowych koleżanek. Niestety musicie wybaczyć, bo nie mogę się dokopać i nie podam Wam dziś linka. Mam nadzieję, że Anulka pomoże , bo to od niej dostałam namiary. Anulko pomożesz? Pudełeczko robi się bardzo szybko i łatwo, a czasem potrzebne jest takie niewymiarowe. 



To teraz karteczki, które zgłaszam do Anulkowej zabawy. 

 Skoro jesteśmy w temacie ślubnym więc i ta będzie ślubna.



Do niej oczywiście również pudełeczko, tym razem zakupione 
w necie. Są obowiązkowe obrączki i chociaż nie na kartce, 
a na pudełku , to myślę, że Ania zaliczy.


Druga karteczka okolicznościowa, poleci  w świat dla miłośniczki sówek. Listki są? Są. 


Na kartce Bożonarodzeniowej miała być świeca. Poczatkowo nie miałam pomysłu, ale w końcu odgapiłam gdzieś na Pintereście 
i powstała taka karteczka.


By było bardziej świątecznie popaćkałam ją brokatem.


Świeca również płonie.


Każda kartka jest inna, ale w sumie jestem zadowolona. Największą radochę sprawia mi zwijanie paseczków więc pewnie przez jakiś czas takie właśnie kartki będę robić. 
Jeszcze tylko kolaż  kartek.


To tyle na dzisiaj. Pozdrawiam Was wszystkich bardzo cieplutko, życząc jeszcze pięknych słonecznych dni na zakończenie wakacji, 
a ja zmykam do kolejnych robótek.









czwartek, 4 sierpnia 2016

Ogród w pełni rozkwitu.

Witam wszystkich serdecznie.
Dawno już nie pisałam o moim ogrodzie, a przecież w tytule bloga jest My Garden. Tak się porobiło, że większość postów dotyczy tego, co robię wtedy, kiedy nie zajmuję się ogrodem. Mimo wszystko wiekszość czasu spędzam na powietrzu, ciesząc się, że mam taką kolorowa odskocznię, gdzie znikają wszystkie problemy, gdzie panuje wyjątkowa harmonia i spokój. O tej porze roku ogród zamienił się w prawdziwy busz roślinności. Wszystko pięknie rośnie i kwitnie za sprawą deszczu, który co kilka dni popaduje. Na szczęście zwykle pada wieczorem lub w nocy. Ogród każdego tygodnia, by nie powiedzieć każdego dnia się zmienia. Jedne kwiaty przekwitają, inne budzą sie do zycia. Lipiec minął błyskawicznie i tylko zdjęcia ukazują jak było w minionym miesiącu. Zapraszam Was więc do mojego lipcowego ogrodu. Rozsiądźcie sie wygodnie, przymknijcie oczy i wyobraźcie sobie zapachy, które roztaczają się wokół Was. 


W lipcu wciąż kwitły róże i chociaż niektóre przestały, to nadal jest ich sporo. 


Cubana kwitnie nieustająco od czerwca do późnej jesieni. 
Biała szałwia już przekwitła, ale ścięłam ją i ponownie wypuszcza kwiaty.




Floksy wiechowate uwielbiam za zapach. Teraz i w domu on dominuje.



W każdym zakątku ogrodu bujnie rosną Dalie. Nie mogę doszukać się moich ulubionych różowych wielkokwiatowych. Chyba je komuś oddałam przez pomyłkę. 






Lilie kończą już swoją wegetację, jednak jeszcze tu i ówdzie cieszą oczy.


Cynie w tym roku są przepiękne. Duże i pełne kwiaty idealnie wkomponowały się na rabatach, gdzie wcześniej rosły tulipany.


Begonie zdominowały cieniste zakatki ogrodu. Sadzę je w donicach. Można wtedy dowolnie komponować krajobraz i stawiać donice, gdzie tylko nam pasują. 


Anabel w pełnym rozkwicie.


A Pinky Winky dopiero startuje.


Wyjątkowo dużo motyli pojawia się na kwiatach Liatry i Jeżówki




Całe szczęście, że są, bo Budleja w tym roku wymarzła i bałam się, że nie będzie motyli, a przecież ogród bez motyli..... nie wyobrażam sobie.


Płożący powojnik świetnie rośnie na żwirowym podłożu, oplatając stary korzeń przywieziony kiedyś z lasu.





Jak jest ogród to muszą być też owoce. Plony w tym roku są olbrzymie i to jest to, czym zajmuję się obecnie w domu. Czas na robótki jest więc znacznie ograniczony. 






Wczorajszy zbiór. Tylko tyle, bo więcej nie da się przerobić jednego dnia. Na drzewie pozostało masakrycznie dużo owoców.


Zmykam więc do moich przetworów. Wam życzę cieplutkich dni pełnych słońca. 
Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze pod moimi postami.