czwartek, 30 czerwca 2016

Jagódka rzutem na taśmę.

Witajcie kochani. To już naprawdę ostatni dzwonek by zaliczyć  zadanie na ten miesiąc. Oczywiście chodzi o Cykliczne Kolorki 
u Danusi. Dziewczyny podpowiedziały, a Danusia zaakceptowała kolor panujący w tym miesiącu . Jest nim jagoda w połączeniu z pistacją lub truskawką. Jak wielu z Was, czasu wciąż na robótkowanie brakuje i dopiero teraz mogę Wam zaprezentować to, co udało mi się poczynić na zabawę. Niestety nie jest to nic nadzwyczajnego i myślę, że Danusia trochę przymknie oko. Danusiu Ty wiesz, że ja czasu mało mam ostatnio. Chciałam jednak by to, co zrobię do czegoś się przydało, bo nie lubię tzw. "durnostojków", które tylko kurz zbierają. Padło więc na karteczkę, którą już niedługo wykorzystam. Jest jagoda z domieszką pistacji.



Kartka dla młodego "bankowca",  dlatego nico waluty postanowiłam tu przemycić.

Do karteczki dorzucam jeszcze taką najzwyklejszą bransoletkę z jagódkami. To dlatego, by Danusia nie posądziła mnie o lenistwo. Bransoletka już znalazła właścicielkę więc było poco ją robić.



Stefek nakarmiony, ale trzeba jeszcze solidarnie nakarmić Stefanię. Ciekawe, że ona zawsze jest pokrzywdzona i chodzi taka niedokarmiona bidulka. Coś malutko dostaje tego papu. Zaczyna wyglądać jak żabi szkieletor.

Lato w pełni i chłodzić się trzeba więc porcja lodów nikomu nie zaszkodzi. Prawdą jest że deserki dawno wpałaszowane i tylko fotka po nich pozostała. Tym razem zestaw jagodowo truskawkowy. 


Danusiu mam nadzieję, że zadanie zaliczone mimo późnej pory. 
Jeszcze oba banerki



Jagódki oczywiście uwielbiam w każdej postaci, a za kaszkę manną  z jagodami to już dałabym się pokroić.  Kolor granatowy również lubię i nawet dość sporo bluzeczek czy T-shirtów w tym kolorze posiadam. 
To już chyba wszystko. Dziękuję wszystkim za przemiłe komentarze pod ostatnim postem. Uciekam już, bo muszę jeszcze przygotować Klub Kibica, wiecie, dzisiaj mecz więc trzeba nastrój przygotować. Oj będzie się działo. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i trzymajcie kciuki za "Naszych" . 
"Do boju Polsko"














wtorek, 28 czerwca 2016

Zaplątałam się 3120 razy

Witajcie kochani. Wreszcie nadszedł dla mnie upragniony czas urlopu. Wreszcie będę mogła odpocząć i robić to, na co mam największą ochotę. Krótkie wypady i leniuchowanie w ogrodzie to jest to, czego mi na chwilę obecną najbardziej potrzeba. Niewielkie plany robótkowe oczywiście również są, ale tylko takie na które będę miała ochotę.  Mam zamiar zwolnić tempo, włączyć wsteczny bieg. Pełen luz i relaks.  Zanim jednak to nastąpi, muszę jeszcze dotrzymać obietnicy danej dziewczynom i zaliczyć zadania, których wykonania się podjęłam. Miesiąc się kończy, a ja wciąż mam kilka rzeczy do zrobienia. Tak to już jest o tej porze roku, że czasu na robótkowanie mamy mało. Dzisiaj udało mi się skończyć pracę na kolejną już lekcję wiązania węzełków, czyli makramy, która od roku prowadzi Joasia. Kto mnie już troszkę zna to wie, że węzełki bardzo mi się spodobały i lubię sobie popleść odrobinkę. No głupoty też czasem plotę i trzy po trzy para piętnaście, jak mówi mój tato. Zdecydowanie jednak sznureczki uspokajają moje czasem skołatane nerwy. Tematem lekcji były owale w kilku rzędach, równoległe, lub przesunięte. Ponieważ różyczki, które robiłam ostatnio skradły moje serducho, to pozwoliłam im znowu mną zawładnąć i powstała trochę szersza bransoletka. 



Z ciekawostek, powiem Wam, że taką bransoletkę tworzy 37,5 metra sznureczków i  dokładnie 3120 węzełków 


Zapięcie postanowiłam zrobić na guziczki i pętelki, 
 bo zdecydowanie łatwiej jest je zapiąć. 


Tak naprawdę , nie wiem co mnie podkusiło na żółty kolor. Lubię takie zestawienie kolorystyczne, ale chyba ładniej byłoby , gdyby całość była w jednej tonacji. 



Prawie za pięć dwunasta, ale udało mi się dotrzymać słowa 
i zaliczyć kolejne zadanie. Mam nadzieję tylko, że Asia zdąży 
z żabką i będę mogła ją nakarmić przed końcem miesiąca. 
Banerek do zabawy oczywiście jest.



To tyle na dziś kochani. Pewnie jeszcze tu zajrzę niebawem. Jeśli do kogoś w tym najbliższym, urlopowym czasie nie zdążę, wybaczcie. Nadrobię na pewno. Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko.

sobota, 25 czerwca 2016

Tik Tak Decoupage

Witajcie kochani. Jak Wam jest? Nie zmarzliście ostatnio? Hahaha. Ukrop panuje chyba w całej Polsce. Mam to szczęście, że całe dni spędzam w ogrodzie w cieniu rozłożystych starych drzew owocowych. Do tego, od czasu do czasu prysznic dla ochłody
 i wilgotna trawka pod stopami. Mówię Wam, żyć nie umierać. 
Nie myślcie sobie, że nie pracuję. Owszem w cieniu, gdzie z lekka podwiewa wiaterek coś tam sobie dłubię, a czy coś z tego wyjdzie? Zobaczymy. 
Póki co prawie w biegu i późnymi wieczorami, by nie powiedzieć nocami szykowałam swoją pracę do wspólnej nauki Decu. Zainteresowani wiedzą, że tematem był wosk i jego zastosowanie w decu. temat mi bardzo podpasował, bo już od dłuższego czasu miałam zamiar zrobić coś ze starym zegarem, który wisiał sobie 
w ogrodowym domku. Nie chodził,. Służył nam za szafeczkę na klucze. 


Znacie pewnie takie coś z czasów PRL. 
Zniszczony, zalany jakimś płynem. Cóż było robić?


W łapki wzięłam szlifierkę, zdarłam to co brzydkie.


 Było już całkiem fajnie. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie pokombinowała. Przecież nie może zostać taki sam jak był. 
Co to, to nie. 
W ruch poszły szablony i szpachlówka do drewna oraz farba kredowa VITORINO, którą dostałam w prezencie od mistrzyni renowacji mebli Agnieszki.  
Nie byłabym też sobą, gdybym nie poprzecierała sobie troszeczkę. Pierwsza warstwa była grafitowa. Agnieszko spodobały mi się Twoje doniczki. Druga warstwa to kolor bawełny. 






Wiecie, że jestem zadowolona? Po pomalowaniu, położyłam dwie warstwy wosku transparentnego, który również zakupiłam 
u Agnieszki. Po wypolerowaniu efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Powierzchnia stała się gładka i delikatna jak aksamit. Miła w dotyku. No tak, ale ja ciekawska jestem. Wosk to wosk. Wylałam na tę powierzchnię trochę wody. Zebrała się w jedną wielka kroplę, która spłynęła po niej jak z plamoodpornego obrusu. Rewelacja. Teraz wiem, jakim woskiem zabezpieczę sobie korek na ścianie w kuchni, który zachowuje się podobnie. 
Mechanizm zegara oddałam do naprawy. Trochę to potrwa, ale będzie chodził jak dawniej. Obiecuję, że jak już Pan zegarmistrz zmontuje wszystko co trzeba i zegar zacznie żyć nowym życiem, pokażę go w całej okazałości. 
Teraz musi Wam wystarczyć skrzynka. 
To wszystko na dziś. Pozdrawiam gorąco wszystkich zaglądających i dziękuję za miłe komentarze pod moimi postami. 
Po wielu dniach mechanizm zegara został zamontowany i wyregulowany. Teraz mogę pokazać Wam jak wyglada całość z cyferblatem.




Jeszcze tylko banerek do zabawy.









poniedziałek, 20 czerwca 2016

Karteczkowo u Ani

Witajcie kochani. Właściwie to nie wiem, czy cieszyć się z panującej obecnie pogody. Trochę taka zmienna jest.
 Raz słoneczko, raz deszcz. Prawdą jest, że deszcz był ogromnie potrzebny, gdyż susza okropnie szkodziła roślinom, a podlewanie 
z konewki tylko na trochę ratowało roślinność przed wyginięciem. Teraz po solidnym deszczu ogród odżył, nabrał intensywnych barw i aż oczy śmieją się na widok takich zdrowych kwiatów. 
Czas deszczu wykorzystałam też, by nadrobić trochę prace, które zobowiązałam się wykonać do zabaw. Ponieważ miesiąc nieubłaganie zbliża się do końca, spieszę się z robótkami. 
Nie jest łatwo, bo jestem zapaloną kibicką, często też pracując oglądam mecze piłkarskie. Póki co jednak daję radę. Dzisiaj chcę Wam pokazać karteczki jakie wykonałam do zabawy, która prowadzi nasza nieoceniona Anulka. Powiem wam, że jeszcze nie tak dawno karteczki to była jakaś czarna magia i nie miałam chęci do ich tworzenia. Dzisiaj tak mnie wciągnęło, że robię je chętnie mimo panującego bałaganu podczas ich tworzenia. Na domiar tego okazji imieninowo urodzinowych wciąż jest ogrom, szczególnie 
w miesiącach letnich, więc karteczki są na wagę złota. 
Nie będę pisać co i jak było z tymi karteczkami, bo zainteresowane osoby wiedzą o co chodzi. Na początek jednak banerek wstawię, by wszystko stało się jasne. 


Czas na karteczki. Pierwsza bożonarodzeniowa. Wciąż nie mam dobrego pomysłu na te kartki i wciąż czuję niedosyt. 


Miały być listki ostrokrzewu.


Kartka wielkanocna z koszykiem też nie powala na kolana.



Z kartki okolicznościowej jestem najbardziej zadowolona.  Może dlatego, że polubiłam Qillingowe paseczki i jakoś po prostu pasują do delikatnych ozdóbek . Tym razem motylek, który zajął mi trochę czasu, a który miał znaleźć się na tej kartce.



Tutaj muszę podziękować raz jeszcze Dorotce co ma kota i naszej Anulce za "przydasie" dzięki którym ta kartka by nie powstała w takim wydaniu. 

Jeszcze obowiązkowy kolaż.


To na dziś wszystko. Czas goni więc wybaczcie, ale znikam do dalszych prac, bo mam jeszcze sporo do zrobienia i choć większość prac rozpoczęta, to do ich skończenia pozostało sporo. Buziaczki dla Was wszystkich i do zaś. 



wtorek, 14 czerwca 2016

Kiedy się bardzo chce.

Witajcie kochani.
 Dzisiejszy post będzie troszkę inny niż wszystkie dotychczasowe posty. Nie będzie o ogrodzie, nie będzie nawet o rękodziele. Będzie za to o tym, że jeśli bardzo czegoś pragniemy, to żadna siła nie jest w stanie zepsuć naszych planów. Miniony weekend był spełnieniem długo oczekiwanego spotkania, jakie zaplanowałyśmy sobie dość dawno temu. Pozwólcie, że nie będę opisywała jak do tego doszło. Jeśli ktoś ma ochotę i jest ciekawy relacji,
 to zapraszam do bloga naszej Anulki, która nad wyraz ciekawie to opisała u siebie TUTAJ.
 Zróbcie sobie więc kawkę i poczytajcie bo jest 
o czym. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie widziałyśmy się 
i było to nasze pierwsze spotkanie w realu. Mnie samej z wrażenia serducho waliło jak młot kowalski, bo przecież zupełnie inaczej odbieramy osoby z którymi kontaktujemy się poprzez internet. Miałam sporo obaw. Jakże mylne one były. Już po pierwszych sekundach, po pierwszych spojrzeniach wiedziałam, że faktycznie spotkały się cztery radosne, by nie powiedzieć szalone i troszkę szurnięte kobietki w średnim wieku. Co ja mówię, przecież My młode duchem jesteśmy i poczucia humoru i dystansu do życia, mogą nam pozazdrościć i młodzi i starsi. Zaczęło się tak.






Potem już było tylko lepiej i zupełnie odjazdowo. Sami zobaczcie, czy my wyglądamy na poważne i stateczne? 
Hahahaha śmiem wątpić.


Ciekawa jestem czy nas rozpoznajecie? 
Pogoda była wymarzona. Specjalnie sobie taką "zamówiłyśmy".  Ruszyłyśmy w miasto, by zobaczyć jak wygląda stolica Wielkopolski. 


Trafiłyśmy na rozpoczynający się tego właśnie dnia  Jarmark Świętojański z jego niezliczonymi atrakcjami i ponad setką straganów. Było więc co oglądać


Humory wciąż nas nie opuszczały.





W końcu po męczącej wędrówce wróciłyśmy do hotelu,  Co działo się za zamkniętymi drzwiami pozostawiam Waszej wyobraźni. Jeśli Gosia i Danusia  zechcą to opisać podlinkuję ich wpisy  w tym miejscu. Zapraszam do poczytania u Danusi oraz naszej Gosi. Nadmienię tylko, że było bardzo ciekawie, radośnie i nawet naukowo. Zaliczyłyśmy też wykład o zdrowym odżywianiu 
i zastosowałyśmy go w praktyce. Była miętka i cytrynki. Nocne Polaków rozmowy trwały długo, bardzo długo. Następnego dnia leniuchowałyśmy w przepięknym parku na tyłach Starego Browaru,  ciesząc się jeszcze cudną pogodą i ostatnimi chwilami naszego spotkania. 


Nadszedł jednak moment, w którym musiałyśmy się rozstać. Ponieważ ja miałam zostać w Poznaniu jeszcze trochę, przyszło mi pożegnać dziewczyny. Przyznam, że było mi smutno na sercu. Nie lubię takich chwil. Najpierw wsadziłyśmy do pociągu Danusię odśpiewując jej na peronie pożegnalną piosenkę. Potem przyszła kolej na Anię i Gosię, które odjeżdżały z tego samego peronu i to prawie równocześnie. Zostałam sama i tylko w głowie i sercu wciąż brzmiały ich głosy i śmiechy. Muszę Wam jeszcze zdradzić, że głosy dziewczyn były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie brzmienie ich głosów. Ani subtelny i delikatny, Gosi szczebiotliwy i Danusi ciepły i miły. Podobno mam muzykalne ucho więc na długo je zapamiętam.
Dziewczyny bardzo Wam dziękuję za tyle miłych i pełnych wrażeń chwil. Dziękuję tez losowi, że kiedyś natchnął mnie do założenia bloga, dzięki któremu dane mi było poznać tak wspaniałe osóbki, że postawił mi Was kochane na swojej drodze.
 O ileż bogatsze stało się moje życie.
Niech ktoś teraz powie, że znajomości zawierane przez internet są błędem.
To był fantastyczny weekend.Chciałoby się go szybko powtórzyć.
Pozdrawiam Was kochani cieplutko, życząc Wam również takich blogowych przyjaźni.















niedziela, 5 czerwca 2016

Maj czaruje kolorami.

Witajcie kochani.  Mało mnie ostatnio na blogach za co serdecznie wszystkich przepraszam. Staram się zaglądać do Was, ale pewnie nie do wszystkich docieram. Ostatnio swój czas dzielę pomiędzy pracami ogrodowymi, których wciąż sporo, a podróżowaniem 
i rozrywkami kulturalnymi. Powiem Wam, że marzenia się spełniają. Długo czekałam na ten koncert. Bilety czekały ponad pół roku w szufladzie. To była uczta dla wszystkich zmysłów. Kto chce może posłuchać. To mała próbka tego co gra jego orkiestra. 
Andre Rieu. Polecam wszystkim. Taka muzyka wiecznie gra mi w duszy. 


Pasuje również do budzącej się wciąż na nowo przyrody. W ogrodzie zmiany zachodzą każdego dnia. Pogoda sprzyja, jest ciepło więc każda wolną chwilę spędzam w moim świecie roślin. Zrobiło się idealnie, kolorowo i zielono. Zapraszam Was do mojego królestwa. 

W połowie maja rozpoczęły kwitnienie Azalie i różaneczniki




Czosnki olbrzymie wyrosły wysoko ponad inne rośliny



Nazywam je "Przypołudniki". Zamykają się wieczorem. 


Piwonie majowe w pełnym rozkwicie.


Później pojawiły się Irysy. 





 Zrobiło się bajecznie. 







Prawda, że cudnie?

Rozkwitła Kocimiętka i wciąż mam miłych gości w ogrodzie. Nie licząc roju pszczół, kociaki chętnie nawiedzają to miejsce.




Zaczynają swój festiwal Ostróżki.



Moje ulubione piwonie systematycznie pokazują na co je stać. Pachną oszałamiająco.


Bodziszki towarzyszą różom,, które nieśmiało zaczynają kwitnąć i już nie mogę się doczekać tego widoku, gdy wszystkie rozkwitną.



W końcu spadł deszcz. Popadało solidnie, ale na jak długo wystarczy?



Po burzy wyszło słoneczko, jak to w maju bywa.
Zakwitła moja Tawuła.


Dyptamy przywabiają owady i cudnie pachną.


Krzewuszka z Kaliną kłócą się o miejsce i ich gałązki ładnie się pomieszały.



Przymiotno dodaje koloru.


Brateczki nasiewają się same i rosną gdzie chcą.


Powojniki pokazują już kwiaty. Tego roku są ogromne.


Pokazują się pojedyncze kwiaty róż, zapowiada się ciekawie.



 Na drzewach dojrzewają powoli czereśnie. Uwielbiam, szczególnie te ciemne. Są soczyste i ogromne.


Dotrwaliście do końca? Przepraszam za tyle zdjęć, ale w ogrodzie tyle się dzieje. Trudno mi było nie pokazać Wam wszystkiego. Cieszę się ogromnie, że mogę być tam każdego dnia. Korzystam póki pogoda sprzyja. To przecież nic pewnego. Mam nadzieje, że podoba się Wam u mnie i jeszcze kiedyś zajrzycie. Zapraszam serdecznie.