Google+ Followers

piątek, 26 lutego 2016

Cytrynowe jaja.

Witam wszystkich bardzo serdecznie, z wielkimi podziękowaniami za komentarze pod ostatnim postem, gdzie padło wiele ciepłych słów na temat mojego czajniczka. Bardzo Wam dziękuję.  Długo podchodziłam do tematu zadanego nam w Cyklicznych Kolorkach 
u DANUSI. Nie chciałam robić czegoś co byłoby mi niepotrzebne. Nie lubię takich prac, bo potem stoją, lub leżą gdzieś w kącie zbierając kurz. Minęło kilka długich dni, a ja wciąż nie byłam gotowa z pracą, którą chciałam Wam pokazać. Nie dlatego, że to coś nadzwyczajnego, czy nowego. Ot czasu mało, weny twórczej mało, a praca okazała się dość żmudna i czasochłonna. Zachciało mi się.. W końcu jednak skończyłam i dziś mogę Wam zaprezentować moją kilkudniowa dłubaninę. Ponieważ wiosna tuż tuż, postanowiłam poczynić sobie zestaw doniczek, które najpewniej wykorzystam. Zakupiłam więc zwykłe ceramiczne doniczki, zjadłam solidna jajecznicę, bo potrzebne były skorupki, które potem pomalowałam i koniec końców powstały moje mozaikowe doniczki.




Drobinki połamanych skorupek przyklejałam klejem Magic. Musiałam posługiwać się pincetką, bo nijak w moje paluchy nie mogłam ich uchwycić. 


Ponieważ wiosna już blisko, a chciałam by zrobiło się weselej  
i może tym sposobem wywołam Panią wiosnę posadziłam w nie Pierwiosnki, u nas mówi się Prymulki. 


Pracę zgłaszam do zabawy u Danusi. Myślę, że kolorku cytrynowego jest w wystarczającej ilości i nasz Stefanek jakoś je przełknie. 
Odpowiadając na pytanie, kolor cytrynowy lubię w kwiatach 
i wiosennych aranżacjach, dekoracjach. Samą zaś cytrynkę, chętnie pałaszuję jak pomarańcze i nawet nie wykrzywia mi gębuli, wypijam świeży soczek i uwielbiam dodawać do napojów, tych 
z procentem i bez. 


Aby zakończyć temat cytrynowy coś dla Stefanii poczyniłam. Niech też ma coś dla siebie, by z głodu nam bidula nie padła. 
Cytrynka i Cytryniec z fajką w zębach.....


 spełniając swe marzenie pojechali na wycieczkę do Wenecji, a tam oczywiście popływali tradycyjną gondolą, pięknie przystrojoną. Woda była błękitna i czysta, jak to w marzeniach bywa. 




Na zakończenie rejsu wpłynęli do rajskiego ogrodu, gdzie odnaleźli żabcię Stefanię i oddali się jej we władanie. 


Hahaha . Może być? 


Bajeczka na dobranoc była więc kończę dziś kochani. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i cieplutko, życząc miłego weekendu, bo przecież dziś już piąteczek.