sobota, 27 lutego 2016

Wrrrrr co sie dzieje?

Witajcie. Dziś krótko. Jestem bardzo, bardzo, bardzo wkurzona!!!. Od wczoraj coś złego dzieje się z moim blogiem. Znikają wszystkie komentarze, które zostawiliście pod ostatnim postem. Nie wiem dlaczego. Dziewczyny już zauważyły i nawet napisały komentarz drugi raz, ale jak widzę i one zniknęły. Co się dzieje? Czy może ktoś spotkał się już z czymś podobnym? Nie wiem co zrobić. Podejrzewam, że nie uda się juz odzyskać Waszych komentarzy, ale chciałabym zrobić coś by sytuacja się nie powtórzyła w następnych postach. Bardzo mi przykro z tego powodu. To jakaś kpina. Zobaczymy co będzie się działo dalej. Póki co pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego weekendziku. 

piątek, 26 lutego 2016

Cytrynowe jaja.

Witam wszystkich bardzo serdecznie, z wielkimi podziękowaniami za komentarze pod ostatnim postem, gdzie padło wiele ciepłych słów na temat mojego czajniczka. Bardzo Wam dziękuję.  Długo podchodziłam do tematu zadanego nam w Cyklicznych Kolorkach 
u DANUSI. Nie chciałam robić czegoś co byłoby mi niepotrzebne. Nie lubię takich prac, bo potem stoją, lub leżą gdzieś w kącie zbierając kurz. Minęło kilka długich dni, a ja wciąż nie byłam gotowa z pracą, którą chciałam Wam pokazać. Nie dlatego, że to coś nadzwyczajnego, czy nowego. Ot czasu mało, weny twórczej mało, a praca okazała się dość żmudna i czasochłonna. Zachciało mi się.. W końcu jednak skończyłam i dziś mogę Wam zaprezentować moją kilkudniowa dłubaninę. Ponieważ wiosna tuż tuż, postanowiłam poczynić sobie zestaw doniczek, które najpewniej wykorzystam. Zakupiłam więc zwykłe ceramiczne doniczki, zjadłam solidna jajecznicę, bo potrzebne były skorupki, które potem pomalowałam i koniec końców powstały moje mozaikowe doniczki.




Drobinki połamanych skorupek przyklejałam klejem Magic. Musiałam posługiwać się pincetką, bo nijak w moje paluchy nie mogłam ich uchwycić. 


Ponieważ wiosna już blisko, a chciałam by zrobiło się weselej  
i może tym sposobem wywołam Panią wiosnę posadziłam w nie Pierwiosnki, u nas mówi się Prymulki. 


Pracę zgłaszam do zabawy u Danusi. Myślę, że kolorku cytrynowego jest w wystarczającej ilości i nasz Stefanek jakoś je przełknie. 
Odpowiadając na pytanie, kolor cytrynowy lubię w kwiatach 
i wiosennych aranżacjach, dekoracjach. Samą zaś cytrynkę, chętnie pałaszuję jak pomarańcze i nawet nie wykrzywia mi gębuli, wypijam świeży soczek i uwielbiam dodawać do napojów, tych 
z procentem i bez. 


Aby zakończyć temat cytrynowy coś dla Stefanii poczyniłam. Niech też ma coś dla siebie, by z głodu nam bidula nie padła. 
Cytrynka i Cytryniec z fajką w zębach.....


 spełniając swe marzenie pojechali na wycieczkę do Wenecji, a tam oczywiście popływali tradycyjną gondolą, pięknie przystrojoną. Woda była błękitna i czysta, jak to w marzeniach bywa. 




Na zakończenie rejsu wpłynęli do rajskiego ogrodu, gdzie odnaleźli żabcię Stefanię i oddali się jej we władanie. 


Hahaha . Może być? 


Bajeczka na dobranoc była więc kończę dziś kochani. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i cieplutko, życząc miłego weekendu, bo przecież dziś już piąteczek. 




środa, 17 lutego 2016

Decoupage na porcelanie.

Witajcie kochani. Jak dobrze, że mam Was i swoją robótkową pasję. Od pewnego już czasu cieszę się ogromnie z prowadzenia bloga i spotkania z Wami. Choć wirtualne, dają mi sporo radości 
i wlewaja w moje serce wiele optymizmu. Dają też mnóstwo satysfakcji, zadowolenia z tego co się robi i przede wszystkim niosą wiarę w ludzi. Tu w świecie blogowym świat wydaje się piękniejszym, a ludzie są mili, szczerzy i wspierają się wzajemnie, niejednokrotnie dając dobrego kopa do działania. Nikt nikogo nie obraża, nie poniża i nie traktuje jak półgłówka, który nie potrafi myśleć i czuć. Nie ma władzy i rządzących, którym wydaje się, że już wszystko mogą i  knują po kątach jakby tu ułatwić sobie życie kosztem innych. Tak jest w świecie, który nas otacza, w świecie gdzie przestały mieć znaczenie szacunek, lojalność  i zwykła przyzwoitość. Nie dopuszczam do siebie myśli, że w moim świecie mogłyby pojawić się tego typu zachowania. Nie wierzę, ale czy moja wiara jest dość silna? Pozostawiam to pytanie .........bez odpowiedzi. Dobra, pomarudziłam sobie a teraz pokażę Wam co udało mi się zdziałać na kolejna lekcję Decoupage. Zadaniem było zrobienie decu na szkle lub porcelanie z wykorzystaniem dotychczas poznanych technik. Ciężko było mi zdecydować co mam wziąć na tapetę. W końcu padło na czajnik z podgrzewaczem, który przestał być użyteczny, bo popękał w kilku miejscach. Do zabawy okazał się fajnym materiałem. Zachciało mi się zrobienie decu na czarnym tle i tu porażka. Piękną serwetkę, która dostałam od naszej Anulki chciałam nakleić na czarne tło i całe szczęście nie nakleiłam od razu wszystkiego. Kwiatki nie były widoczne. Podmalowałam więc białe tło  pod serwetkowy wzór i wówczas wszystko poszło gładko. Trochę później podmalowałam tło i same kwiatki, cieniując z lekka. Spękania dwuskładnikowe wyszły całkiem fajnie i nawet zamaskowały stare spękania porcelany. Sami oceńcie. Mój tato stwierdził, że przypomina teraz chińska lakę. 


Małe zbliżenie.


Nie widać , w którym miejscu pokrywka była popękana.


Jeszcze jedno zbliżenie. Prawda, że spękania się udały? Do ich wypełnienia użyłam złotej porporiny.



Tak wyglądał przed dopracowaniem, pomalowany farbą podkładową do śliskich powierzchni.




Czajniczek zgłaszam do 12 już lekcji decu. Może uda mi się coś poczynić jeszcze w temacie szkła. Pewien pomysł jest więc trzymajcie kciuki by i chęci i czas się znalazł. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do zaś kochani.





sobota, 13 lutego 2016

Wyplatanek ciag dalszy

Witajcie kochani. Dziś będzie krótko i zwięźle. Nic się nadzwyczajnego nie dzieje, nic nadzwyczajnego nie powstało. Trwają prace koncepcyjne do kolejnych zabaw i lekcji. Ciężko mi to idzie , ale coś tam już w łepetynie powstaje. Ponieważ zazwyczaj dobrze mi się myśli przy innych czynnościach wzięłam się za kolejny koszyk. Tym razem chciałam zmierzyć się z okrągłym wyplatanym dnem koszyka. Przyznam, że nie były to łatwe początki. Jakoś wszystko mi leciało z rak i nie mogłam zebrać tych rurek do kupy. Jednak połapałam się i coś tam zaczęło mi wychodzić. Ciężko było też utrzymać równa formę. W zasadzie chciałam, by była to misa, czy duży głęboki talerz, ale chyba zbyt wcześnie, albo zbyt mocno ściągałam rurki i wyszło co wyszło. Taki niby koszyczek. Myślę jednak, że doskonale posłuży do owoców lub niedługo do jajek wielkanocnych. Koszyk powędrował już w świat.



Rurki malowałam pigmentem do farb rozrobionym z wodą 
i odrobiną lakieru oraz kawą. Coś chyba z tą kawa zrobiłam nie tak jak potrzeba, bo rurki były dość sztywne i ciężko się wyplatało. 



Ogólnie z tej pracy jestem zadowolona, choć widzę jeszcze wiele niedociągnięć.


 Dziewczyny, które już długo wyplatają bądź wyplatały, pewnie z uśmiechem na twarzy spoglądają na te moje wyplatanki, ale obiecuje, że każdy następny będzie doskonalszy. 
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i cieplutko, życząc miłego, słonecznego i cieplutkiego weekendu.


środa, 10 lutego 2016

Moje karteczki i odrobina wiosny!

Witajcie kochani. 
Jak ten czas szybko leci. Wydawało się, że było to tak niedawno, 
a tu już minęło 35 lat. To przecież kawał czasu. Kilka dni temu mój kochany chrześniak obchodził swoje 35 urodziny. To przeciez niemożliwe. Przecież pamiętam jak ubierając go w pieluszki ( wtedy były tylko z tetry) przed wyjazdem do kościoła, wspaniałomyślnie obsikał mi sukienkę. Czyżbym była już taka stara? Nie, na pewno nie. Tak mi się tylko wydaje, przeciez to ja czuje się na te 35 lat. Hahaha. No tak, ale przecież łamie mnie już w kościach, oczy bez szkiełek już nic nie widzą i o emeryturze powoli myślę. To chyba jednak to nie ja mam te 35 latek. Właśnie z tej okazji poczyniłam jubileuszowa karteczkę. Pomyślałam, że wykorzystam motyw serduszka  i będzie na zabawę karteczkową u ANULKI. Zegar jest symbolem upływajacego czasu, a serducho dostało obwódkę ze starego zamka od spodni.


Jak już była ta pierwsza i bałagan zrobił się totalny, to z marszu powstały jeszcze dwie karteczki wielkanocne.



No i oczywiście dwie bożonarodzeniowe. 
Miał być bałwanek i jest, choć ze skrawków białej skórki i taki trochę koślawy, to mam nadzieje, że Anulka rozpozna w tym jegomościu bałwanka.


Druga karteczka powstała na bazie własnoręcznie zrobionego papierka według jej kursiku, który bardzo mi się spodobał. Kto jeszcze nie wie, na czym polega produkcja własnych papierków nich zajrzy TUTAJ. Aniu wyszło rewelacyjnie, gładko jak dupcia niemowlaka. Bardzo Ci dziękuję za ten kursik. Będę często korzystać z tej metody


Karteczki zawarte w kolażu zgłaszam do zabawy naszej Ani.


Obowiązkowy banerek


Chociaż jeszcze bałwanki królują w zabawach, u mnie w ogródku pojawiły się pierwsze oznaki wiosennej aury. Niby jeszcze niewielkie, ale ku radości mojego serca coś już widać i mam nadzieję, że teraz to już z górki. Sami zobaczcie. Ogród niby jeszcze śpi, ale.........



Gdyby ktoś nie rozpoznał to są to Krokusy, które nieśmiało wychylają się z ziemi.



Te zaś maleństwa to Narcyz


A tu ku mojej radości otwieraj się pąki Karagany. 


Czyż nie wspaniały widok. 
Tym wiosennym, radosnym akcentem kończę dzisiejsza pisaninę. Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca. Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko.







piątek, 5 lutego 2016

Powrót do sznureczków

Witajcie kochani. Dzień leci za dniem, a ja wciąż nie umiem się zebrać do roboty. Jakoś tak ani specjalnej chęci, ani pomysłów. Totalna pustka w głowie. Chyba pogoda mi nie pasuje, bo wiało jeszcze wczoraj okrutnie, a moja głowa dawała o sobie znać przez kilka kolejnych dni. Nerwa miałam nie wiedzieć czemu i kręciłam się po chałupie jak mucha w smole. Zabierałam się za różne rzeczy
 i żadnej nie kończyłam.  W końcu postanowiłam wrócić do sznureczków, które zawsze mnie uspokajały i relaksowały. Nic nowego nie stworzyłam, ale poplątałam sobie bransoletki, których wzór już znacie. Tak mi się jednak podoba ten wzór, że poczyniłam sobie jeszcze dwie w różnych wariacjach koralikowych. Chyba już tradycyjnie czarna, choć tym razem z turkusowymi koralikami. Na zdjęciu wyszły jakieś bardziej niebieskie, ale ze zdjęciami to nie umiem sobie poradzić. Muszę sporo popracować nad ich obróbką. 



Niedawno zrobiłam też białą dla AGNIESZKI na urodzinki. Przyznam, że bardzo mi się podobała, bo przecież ja uwielbiam biały kolor. Zrobiłam więc dla siebie identyczną. Na lato będzie jak znalazł.



W ten sposób doszłam do spokojności umysłu i szybko wzięłam się za warkoczyki, bo przecież termin ma się ku końcowi, a ja jeszcze nic nie zrobiłam. Warkoczy nigdy nie potrafiłam zapleść i choć jako młoda dzierlatka miałam bardzo długie włosy, warkocze plotła mi mama, babcia albo sąsiadka. Heheheh pamiętam jeszcze takie olbrzymie kokardy, które wyglądały jak wiatraki we włosach. Moje sznureczkowe warkocze są skromne, ale przynajmniej poznałam co, z czym i jak się plecie. Pierwsza powstała plecionka z ośmiu sznureczków. Trochę trwało zanim dobrze rozpoczęłam pracę. Jakaś nieogarnięta chyba jestem. Wciąż coś mi się nie zgadzało, ale jak już załapałam, to poszło dość szybko. Plecionkę przyłączyłam do kluczy.




Trochę to było mało wiec zrobiłam jeszcze tak zwanego kłosa. Tym razem z czterech sznurków w dwóch kolorach. Bransoletka jest podwójnie zawijana i myślę, ze tak lepiej się prezentuje. 



Muszę jeszcze do niej dołączyć kawałek łańcuszka i jakąś zawieszkę, ale w chwili obecnej nie mam. Trzeba coś zakupić. Te dwie prace zgłaszam oczywiście do wspólnej lekcji makramy.


 Ufff, ciesze się,że zdążyłam z tymi warkoczykami. Wiem, że szału nie ma, ale i weny twórczej brak. 
To na dziś wszystko. Życzę Wam kochani wspaniałego weekendu. Wybieram się jutro do ogrodu. Może cos fajnego się tam dzieje? Zobaczymy.