piątek, 30 października 2015

Ze śliwką w tle i piechota Dżyngis - chana.

Witajcie kochani. Ostatnie dni października są bardzo pracowite. Wczoraj tworzyłam wiązanki dla najbliższych na zbliżające się święto zmarłych. Robię to od lat i moja rodzinka się tak przyzwyczaiła do tego, że już nikt i nic nie kombinuje. Całe szczęście, że zrobiłam je wczoraj, bo dzisiaj cały dzień spędziłam w kuchni. W sobotę i niedzielę spodziewam się gości więc chociaż jakieś słodkości do kawki i przekąski są mile widziane. Zbierze się niezła gromadka. Zawsze cieszę się na ten mini zjazd rodzinny, bo coraz trudniej jest wszystkich zebrać do kupy, a tak jest okazja, by odbyć fajne rodzinne spotkanie. Skoro więc jutro do Was raczej  nie zajrzę,  to dzisiaj szybki post ze śliweczką, bo toż to już na prawdę za pięć dwunasta, a nie chciałabym opuścić tego kolorku. Zupełnie nie miałam pomysłu co tu zrobić na ten śliwkowy kolorek. Zbyt długo zwlekałam z pracą i w końcu tak na szybko postanowiłam odnowić stara skrzyneczkę, którą dostałam jakieś 
30 lat temu. Niestety z gapiostwa zapomniałam zrobić jej fotki przed. Musicie mi to wybaczyć. Gapa jestem i tyle. W każdym razie była w opłakanym stanie. W końcu tyle lat miała, że się najnormalniej w świecie zużyła. Nie chciałam jej jakoś mocno zmienić, bo zwykle stoi gdzieś w moim pokoiku, a tu kolorki zobowiązują. Pomalowałam ją więc na jasną śliweczkę, pomazałam suchym pędzlem, by dodać jej słusznego wieku i teraz mam. Żadne cudo to to nie jest, ale myślę, że Danutka przyjmie a Stefek nie wypluje. 




Teraz już wiecie do czego mi posłuży. Koralików nakupiłam sporo a tu jeszcze jakieś niespodzianki się pojawiły, ale o tym później.  Osobiście lubię kolorki zbliżone do śliweczki. Takie jaśniejsze wrzosy mogą być w małych dodatkach. W ubiorze raczej ich nie lubię. Po prostu źle w nich wyglądam. Za to same śliweczki 
w stanie surowym uwielbiam, ale tylko takie nieprzetworzone.  


 Niedawno u Gosi był przemarsz wojsk. Do mnie dzisiaj przywędrowała piechota Dżyngis - chana. Jakoś tak mi się skojarzyło i nawet nie wiem czy słusznie bo historia nigdy nie była moją mocną stroną. Ciekawe z czym Wam skojarzą się takie ludziki - stworki? Wiem, wiem, paskudy jakieś wyszły, ale co tam. możecie sobie poużywać. Dziś wszystko Wam wolno. 



........już widzę Wasze rozhahane mordki. 


Może chociaż Stefania się zlituje. Mam nadzieję, że lubi śliweczki  i jakoś je przełknie. Buziaki dla wszystkich.




wtorek, 27 października 2015

Cieniowane zawieszki.

Witam wszystkich serdecznie. Kiedy rano otwieram oczy i widzę słoneczko, od razu gębula mi się śmieje. Co prawda dla mnie rano, to dla niektórych już pełnia dnia, ale kiedyś w końcu muszę odespać nieprzespane noce. Mój wiekowy organizm dopomina się snu i nic na to nie poradzę. Poprzestawiało mi się tak przez lata całe, że w nocy buszuję, a rano śpię.  Często jestem za to zła na siebie, bo przecież życie umyka, a ja tu jak misio śpię i śpię. 
Z drugiej strony jak nie dośpię to jakieś migreny mnie nawiedzają. Tak źle i tak niedobrze. Staram się potem nadrobić przespany czas 
i włączam piąty bieg, by wieczorkiem znowu spokojnie zająć się tym co lubię najbardziej. Ostatnio w 8 lekcji decu były postarzania. No niby prace odrobiłam, jednak zachciało mi się popróbować cieniowania farbami. Ponieważ nie miałam odwagi na coś większego pod pędzel poszły stare płyty CD, których ogromnie dużo mi zalega. Postanowiłam, że zrobię z nich zawieszki i zobaczę jak farba trzyma się na tak śliskiej powierzchni. Oczywiście najpierw potraktowałam płyty podkładem firmy Fluger. Potem to już wiecie. Farba, serwetki, lakier no i cieniowanie. Pierwsza zawieszka wyszła tak. Trochę tu popkropkowałam i zrobiłam spękania dwuskładnikowe.


Z jednej strony spróbowałam zmienić trochę fakturę, posypując na mokra farbę cukier. Po lakierowaniu wyszedł dość ciekawy efekt. 


Brzegi drugiej strony popaćkałam delikatnie złota farbką.


Jak widzicie ptaszorki mnie ostatnio urzekły. 

Druga zawieszka bardziej energetyczna. Na niej zobaczycie moje pierwsze cieniowanie pędzlem i farbami. Nie jest idealnie. Do doskonałości wiele brakuje, bo niestety nie potrafię władać pędzlem, ale ogólnie jestem zadowolona z efektu.


Tym razem skorzystałam z podpowiedzi i górę zawieszki pocieniowałam przy użyciu małej foliowej reklamówki. Całkiem fajnie się to robi i całkiem fajnie wygląda. 


Na koniec zawieszka w kształcie serducha. Cieniowanie takie sobie, gdyż koloru nie umiałam sobie wymieszać. Zawsze wychodził nie ten odcień, który chciałam uzyskać. Brzegi tradycyjnie już pomazałam złotą farbką. Myślę, że przy następnych tego typu pracach, cieniowanie wyjdzie mi jeszcze lepiej. Nie ma to jak ćwiczenia. Im ich więcej , tym efekty bardziej zadowalające. 


Zawieszki jako komplet zgłaszam do 8 lekcji Decu. 




Następne zawieszki będą zapewne typowo świąteczne, bo już czas najwyższy pomyśleć o tych klimatach. A kochana Anula obdarowała mnie również takimi serwetkami wiec mam z czego robić. 
Buziaczki dla wszystkich . 









sobota, 24 października 2015

Postarzanie wcale nie takie proste.

Witajcie kochani. Koniec października to dla mnie okres dość intensywny. Przyznam, że go nie lubię i choć jesień bywa piękna 
i urokliwa, to nadmiar prac trochę mnie stresuje. Mimo to staram się znaleźć odrobinę czasu by zając się tym co lubię najbardziej. Zwykle sa to godziny nocne. Wtedy już spokojnie coś tam sobie działam. Czas goni by odrobić zadania w kolejnych lekcjach decu. Nie miałam pomysłu na postarzanie więc na szybko postanowiłam zrobić jakieś pojemniczki do przechowywania pędzelków lub innych drobiazgów. Wiecie, ze porządek przy pracach to podstawa. Na warsztat poszły znane Wam puszki po zielonym groszku. Materiał dostępny dla każdego. Myślę, ze to dobry pomysł na wykorzystanie puszek. Postarzanie nie jest takie proste jakby się mogło wydawać. Przynajmniej dla mnie. Pasta postarzająca odpadła, bo po prostu jej nie mam w posiadaniu. Popaćkałam więc trochę złota farbką i wyszło chyba całkiem nieźle. Jestem zadowolona z tej pracy a moja mamcia zażyczyła sobie, bym w ten sposób odnowiła jej wazony z ceramiki, które dość mocno się zniszczyły. Ot i mam kolejna robótkę! Mamie się przecież nie odmawia. Póki co pokażę Wam moje puszeczki.


Troszkę zbliżenia na te popaćkane fragmenty.


Dla porównania. Jedna została bez postarzania. 


Tę właśnie puszkę zgłaszam do kolejnej lekcji decu, której tematem są postarzania.


Mam nadzieje, ze uda mi się jeszcze zrobić cieniowania farbami. Praca gotowa więc w następnym poście Wam pokażę inny drobiazg. 


Pozdrawiam Was cieplutko, życząc miłego weekendu.




poniedziałek, 19 października 2015

Makramowy kwietniczek.

Witajcie kochani. Uff, ale ten czas pędzi. Wszystko trzeba robić szybko i najlepiej na wczoraj. Wiem, że wszędzie jest tak samo. Takie życie, a my sobie jeszcze dokładamy zadań do wykonania na termin. Czy to normalne? Zamiast siedzieć wygodnie w fotelu to machamy pędzlami, szydełkami i innymi narzędziami i działamy 
w swoich dziedzinach. A co nie wolno? Żeby tego było mało to jeszcze próbujemy czegoś, czego nigdy w życiu nie robiłyśmy, jakbyśmy chciały umieć wszystko. Jak tak dalej pójdzie to zostaniemy  "superwomenkami". Miałam ostatnio ochotę wziąć się za makramowy kwietnik, bo wyobrażałam sobie, że zajmie mi to przynajmniej tydzień. Tyle tych supełków do zrobienia. Nie byłam pewna czy dam radę. Znalazłam więc w sieci tutorial, na prosty kwietnik, coby na początek za ciężko nie było. Moją dewizą jest "małymi kroczkami, byle do przodu" . Kwietnik jest więc mały,
bo źle dobrałam grubość sznureczka, ale w sumie jestem zadowolona z tego mini dzieła. Przy okazji nauczyłam się jakiegoś nowego węzełka i choć nie wiem jak toto się nazywa, wygląda interesująco. Z góry przepraszam Was za jakość zdjęć. Robiłam późnym popołudniem, światło kiepskie, ale co najważniejsze to widać. Na czas zdjęć powiesiłam go na uchwycie szafki, gdyż nie mam żadnego takiego haka do zawieszenia. Muszę znaleźć odpowiednie miejsce, chociaż korci mnie by zrobić jeszcze jakiś 
i zainstalować je w domku na działce.

Węzeł spiralny w takiej wielkości wygląda bardzo ładnie. Słabo widać, ale są tam wplecione takie metalowe, podłużne koraliki. Drewnianych brak, a te od biżutek mają za malutkie otwory.

 

A tu węzełek, który robiłam pierwszy raz. 
Wie ktoś jak się nazywa?


Spojrzenie na cały kwietniczek.







Trochę się zmartwiłam, bo zaglądając do Joasi zauważyłam, ze coś słabiutko z tymi kwietnikami póki co i tylko KASIA zrobiła kwietnik. Najgorsze jest, ze mój kwietnik to ten sam, który wybrała sobie Kasia. Mam nadzieję, że Joasia nie będzie zła i przyjmie i mój. Jeśli zdążę to postaram się jakiś inny jeszcze nawiązać. Tak sobie myślę, że skoro jeszcze nie ma tam innych Waszych prac, to pewnie jakieś cuda wymyślacie i oko mi zbieleje na widok tych cudności. Zmykam trochę poczytać po blogach. Pozdrawiam Was cieplutko i bardzo serdecznie.














czwartek, 15 października 2015

Liebster Award poraz pierwszy, poraz drugi, poraz trzeci!

Witajcie w ten zimny dzień. Czas wreszcie nadrobić zaległości 
i uzupełnić wpisy. Jakiś czas temu, nawet dosyć dawno, przy mojej nieskrywanej radości i zdumieniu, otrzymałam wyróżnienie od Agaty z bloga
http://mojswiat-handmade.blogspot.com. Agatka robi przecudne rzeczy i proszę zajrzyjcie do niej koniecznie. Nawet nie wiedziałam jeszcze, że takie wyróżnienia istnieją. Byłam mile zaskoczona. Postaram się odpowiedzieć na jej pytania. 




1. Jakiej nowej techniki chciałabyś się nauczyć?
     Jest tego strasznie dużo. Lubię poznawać wszystko i lubię popróbować wszystkiego. Najwyżej stwierdzę, że jakaś technika czy praca mi nie pasuje. Od jakiegoś czasu myślę o sutażu, karteczkach i frywolitce. Tego jeszcze w życiu nie próbowałam.

2.Kiedy wpadłaś na pomysł, by założyć bloga? 
    Właśnie zbliża się roczek od założenia bloga. To był impuls 
i wynikał chyba z pewnego marazmu jaki  wkradał się cichutko 
w moje życie.

3. Do czego masz słabość?
    Ojej do wielu rzeczy mam słabość. Wymienianie ich tutaj zajęłoby zbyt dużo czasu. 

4. Co jest Twoja inspiracją. ?
 Ogólnie rzecz ujmując otaczające nas piękno i estetyka oraz to wszystko co widzę na blogach. Każda praca wykonana przez blogerki powoduje , że i ja pragnę taką wykonać. 

5. Co motywuje Cię do działania?
Chyba nie potrzebuję specjalnej motywacji. Od dziecka byłam strasznie ruchliwym stworzeniem i zawsze miałam co robić. Wcześnie przebierałam drutami czy szydełkiem i igła z muliną też nie są mi obce.

6. Lubię to co robię bo?
Tak jak wczesniej pisałam. Lubię poznawać różne techniki, różne prace, nawet te typowo męskie. Daje mi to ogrom satysfakcji 
i zadowolenia.

7. Od czego zaczęła się Twoja przygoda z tworzeniem? 
 Trudno powiedzieć. Pierwszą rzeczą jaka zrobiłam sama to był chyba sweterek dla lalki, albo papuga zrobiona z kolorowych papierków techniką mozaiki. Pamietam ją doskonale. Nauczyciel jednak mi jej nie oddał! Potem już poszło. 

8. Gdybyś miała dostać 100 000 Dolarów za przestanie prowadzenia bloga i  totalny zakaz wchodzenia na inne blogi to byś….?
Zrezygnowała z dolarów. Nie przywiązuję wagi do pieniedzy i nie mogłabym pozbyć się Waszego towarzystwa !

9. Co Twoim zdaniem oznacza słowo "szczęście"?
Szczęście to stan ducha.  Dla mnie oznacza wewnetrzny spokój, czyste sumienie i pewność, że przeżyłam dobrze dzień.. Jestem szczęśliwa, gdy widzę wokól siebie usmiechnietych ludzi, piekna pogodę, śpiewające ptaki.

10. Czy nominacja do LBA ma dla Ciebie jakiekolwiek znaczenie?
Oczywiście ,że ma, bo to oznacza, że ktos czyta mego bloga i nawet mu sie podoba.

11. Jakie jest Twoje życiowe motto?
Dawać ludziom to, co sama chciałabym od nich otrzymać. Cokolwiek to znaczy.

Wyróżnienie otrzymałam również od Agatki Zinkiewicz z bloga Moje niebo mój ogród. Znowu muszę serdecznie podziękować drugiej Agatce. Jest mi niezmiernie miło Agatko, że doceniłaś mojego bloga. Agatka pytała: 

1.Ulubiony kolor?
Chyba takiego nie ma. Lubię wszystkie kolory zależnie od tego gdzie mają być zastosowane. 

2. Spódnica czy spodnie?
Zdecydowanie spodnie. Od dziecka wolałam spodnie i trampki i tak juz zostało. Kiecki tylko na większe imprezy a i tak czuję się nieswojo.

3. Twój najszczęśliwszy dzień w zyciu?
Trudno powiedzieć. Każdy dzień, którego nie zmarnowałam wydaje się być tym szczęsliwym.

4. Czarne czy białe?
Oczywiście białe.

5. Szczęśliwa liczba? 
To 7. Jakoś zawsze przynosi mi szczęście.

6. Ulubiona pora roku?
Chyba większość woli wiosnę. Dla mnie oznacza nowe życie i nowe nadzieje.

7. Jak spedzasz wolny czas?
Jeśli go mam, zakładam na uszy słuchawki i oddaję się  muzyce słuchając tego co akurat w duszy mi gra. Mogę przy tym robić wszystko, ale najbardziej lubię jej słuchać leżąc w wannie w goracej, pachnącej kapieli.

8. Ulubiony aktor/aktorka?
 Kiefer Sutherland

9. Ulubiona potrawa?
Jajecznica 

10. Twoje największe osiagnięcie?
Trudno powiedzieć. Żyje juz troszkę i troszkę przezyłam. Cieszę się jesli ktoś doceni moje wysiłki niezależnie od tego co zrobiłam.

11. Róża czy tulipan? 
 Róża zawsze i wszędzie.

No i poraz trzeci wyróżnienie przyznała mi Agnieszka z bloga Meble shabby chic od HagArt. Agnieszka ukochała sobie renowację mebli i robi to znakomicie. Oto pytania od niej. 

1. Skąd się wziął pomysł na stworzenie bloga?


Przeszukiwałam internet chcąc znaleźć wiadomości dotyczące jakiejś rośliny i trafiłam na spis blogów ogrodniczych. Tak się zaczęło. Potem doszła fascynacja tym, co tworzą dziewczyny z blogów rękodzielniczych.


2.Jak wyglada twoja pracownia?


Nie posiadam takowej.MIeszkam w bloku i na pracownię zwyczajnie nie ma miejsca. Zaleznie od tego co robię jest to stół w kuchni lub piwnica. Ostatnio stworzyłam tam sobie mały warsztacik i wiekszość "brudniejszych" prac wykonuje własnie tam.


3. Co motywuje Cie do działania?


Nie lubię siedzieć bezczynnie i nie muszę mieć specjalnej motywacji. Skoro tylko mam czas zająć się tym co lubię najbardziej to poprostu to robię.


4.Jaka była pierwsza technika rękodzielnicza, której się nauczyłaś?


Miałam kilka lat kiedy mama pokazywała mi jak się robi oczka na drutach. Zdominowały mnie na wiele, wiele lat.


5.W jakim wieku zaczęłaś przygodę z rękodziełem?  

Jak wyżej pisałam. Miałam kilka lat. Siedem może osiem. Od tego czasu druty stały się moją pasją. Ilość wydzierganych sweterków, bluzeczek i innych rzeczy można by liczyć w setkach.

6.Gdzie najlepiej Ci się tworzy, jakie są warunki Twojej pracy (wolisz ciszę, spokój czy wręcz przeciwnie)?

Ogólnie lubię ciszę i zwykle taką mam, chyba, że pracuję w słuchawkach na uszach. Wóczas towarzyszy mi głośna muzyka. 

7.Czy masz kogoś kto jest dla Ciebie inspiracją, od kogo czerpiesz wiedzę rękodzielniczą?
Kiedyś była to moja babcia i mama. Dzisiaj to blogowy świat i internet gdzie można znaleźć na prawdę piękne prace.

8. Ulubione przydasie to..

Wszystko, poniewaz nigdy nie wiem czym będe zajmować się za czas jakiś. Bywało tak, że porządkując swoje rupiecie coś wyrzuciłam. Za jakiś czas to coś bardzo było mi potrzebne. Od tego czasu jestem typem zbieracza wszystkiego, co możnaby wykorzystać w pracach rękodzielniczych. Wszystko jest materiałem do powtórnego wykorzystania.

9. Rzecz, którą stworzyłaś i z której jesteś najbardziej dumna to...

To moja nowa kuchnia i przedpokój, w których wreszcie czuję się dobrze, w których jest mnóstwo rzeczy z duszą, pamiątek, kolekcji,  rzeczy zrobionych własnorecznie. 

10. Co w prowadzeniu bloga sprawia Ci największą przyjemność?
Uwielbiam czytać więc zagladanie do Waszych blogów jest przyjemne, ale również pokazanie co właśnie robię lub co mnie intryguje jest bardzo ważne. Zwykle oczekuję na konstruktywną krytykę. Mogłabym poprawić to i owo w swoich pracach, gdyż ciągle się uczę.

 11. Którą technikę rękodzielniczą najbardziej cenisz, która technika podoba Ci się najbardziej?                    

Cenię wszystkie prace rękodzielnicze. Najbardziej jednak te, które wymagają  indywidualnego spojrzenie, talentu czy wyjątkowych umiejetności.  Nie pociągają mnie prace bardzo łatwe do zrobienia, nie wymagające przy tym myślenia.  

                            
Dziekuję serdecznie  dziewczynom raz jeszcze za to potrójne wyróżnienie. Sama jednak nie chciałabym wyróżniać nikogo. Wszystkie blogi do których zaglądam są najfajniejsze i wszystkie powinny otrzymać wyróżnienie. LIEBSTER AWARD. Mam nadzieję, że dziewczyny mi to wybaczą. 

To był z pewnościa najdłuższy post jaki kiedykolwiek napiszę. Jeśli dobrneliście do końca to znaczy, że nie było tak źle. Pozdrawiam Was serdecznie i cieplutko i ponownie zapraszam na moje rocznicowe CANDY.


poniedziałek, 12 października 2015

Moje pierwsze Candy rocznicowe.

Witajcie kochani. Przejrzałam Wasze blogi i jestem zrozpaczona. Gdzieś pada śnieg i zrobiło się biało. Czyżby już zima chciała się rozgościć? Nie chcę tak. Jeszcze nie teraz. Nie tak dawno, zaledwie tydzień temu, było jeszcze słonecznie i ciepło. Wystarczyła jedna noc z temperatura poniżej zera, by wszystko straciło swój blask. 
W sobotę musiałam wykopać wszystkie cebulowe letnie kwiaty, pacioreczniki i dalie. Zrobiło się smutno, choć jeszcze wiele roślin wyglada imponujaco. Niedziela upłynęła dość leniwie w gronie rodzinnym. Kilka dni temu ku wielkiej mojej radości i również zdziwieniu, otrzymałam przesyłkę od Ani Iwańskiej. Chyba już nie muszę podpowiadać co było w paczuszce. Ania w swej wielkiej dobroci serca i mnie postanowiła obdarować częścia tych skarbów, które otrzymała od kochanej pani Marysi. Aniu jesteś wielka. Dziękuję Ci z całego serca za to, że znalazłam się w tak zacnym gronie osób, które postanowiłaś obdarować. 


Chciałabym teraz zaprosić Was kochani na moje pierwsze rocznicowe CANDY. Pierwszy mój blogowy wpis pojawił się 
26. 10. 2014. Nigdy, przenigdy nie spodziewałam się, że znajdę tu tak wspaniałe grono ludzi pozytywnie zakręconych. Nigdy nie myślałam o decoupage, czy makramie. To dzięki Wam, poznaję różne techniki, piękności, które tworzycie i to dzięki Wam nabieram ochoty do twórczej pracy i choć moje pierwsze próby są często nieudolne, Wy niczym aniołowie dodajecie mi otuchy 
i wiary, że można lepiej, że trzeba chcieć i próbować swoich sił. Dzięki temu mój wolny czas skrócił się do minimum, a doba stała się za krótka. Jak mówią dobrze żyje ten, kto ma zawsze przed sobą jakiś cel. 

Banerek do zabawy.


Kto z Was chciałby wziąć udział w Candy niechaj wstawi podlinkowany baner na swoim blogu.
Wpisanie się do listy obserwatorów nie jest konieczne, chociaż będzie mi bardzo miło. 
W candy mogą brać udział wyłącznie osoby prowadzące bloga. Wygrywa tylko jedna osoba. Będą również dwie nagrody pocieszajki.
Paczkę wysyłam tylko krajowe. Jeśli ktoś mieszka poza granicami Polski musi podać adres osoby, do której można ją wysłać.
Poniżej przedstawiam zdjęcia rzeczy, które można będzie wygrać. Jednak zasady są troszkę inne. 





Każdemu przedmiotowi zostaje przypisany nr od 1-6 . Wszystkie ukryte zostają w przypadkowej kolejności w poniższym kolażu.


W komentarzu wyrażacie chęć udziału w zabawie, podając numerek nagrody, ktorą chcielibyście otrzymać. Gramy więc w ciemno. Kolaż już jest gotowy i musicie mi zaufać, że już go nie zmienię. Losowanie odbędzie się myślę 2 listopada. Do wybranej przez Was nagrody dołożę jakąś niespodziankę, jak będę już wiedziała kto to taki. Mam nadzieję, że uda mi się ją wysłać do połowy listopada więc proszę o cierpliwość.  To chyba wszystko. Jesli macie pytania to piszcie, bo może coś przeoczyłam. Zmykam już, życząc Wam ciepełka na jutrzejszy dzień. 











poniedziałek, 5 października 2015

Gdzie lato łączy się z jesienią.

Witajcie kochani. Wiem, ze pogoda w różnych rejonach Polski jest inna. Szczęściarą więc jestem ciesząc się z pięknej, słonecznej pogody jaka wciąż jeszcze panuje na Pomorzu. Myślę, że to nagroda za bardzo późną wiosnę, która była zimna i mroźna. Jak wszędzie jednak w ogrodzie jest mnóstwo pracy i chcąc wykorzystać sprzyjającą aurę, pracuję ile sił mi starcza, by porządnie przygotować ogród do zimowego snu, chociaż jak się przekonacie za chwilę, do tego snu jakoś mu nie śpieszno. Nie będę więc jeszcze kończyć sezonu ogrodowego, gdyż nastąpi on zapewne w połowie listopada jak zwykle. Zapraszam Was na krótki spacerek. Proponuję w rękę wziąć szklaneczkę (małą!) herbatki 
z "prądem". 

Nieustannie kwitną Dalie. Wydaje się, że teraz dopiero weszły
 w kulminację kwitnienia.









Jeszcze Floksy urzekają zapachem, 



kwitną tez ostatnie Lewkonie


 i niestrudzone róże.




W towarzystwie typowo jesiennych astrów, Marcinków, na których zawsze jest całe mnóstwo pożytecznych owadów.



Wydawałoby się, że lato nie odeszło, że wciąż trwa, jednak widać też już jesień. 
Część wrzosów traci swój blask


Niektóre jednak bawią nas swoimi kolorami.


Krzewy ognika, berberysu i Kaliny ubrały się w piękne korale. Będą zimowym pokarmem dla ptaków.




Hortensje bukietowe już całkowicie zmieniły kolor, ale i tak są czarujące



Ogrodowa nie zamierza się poddać jesieni.


Zimowity w słońcu wyglądają bajecznie


Złote liście Funki i czerwone Azalii tworzą bardzo radosny obraz jesieni.


Kolorowo jest na rabatce z Zatrwianami


Kwitnie pięciornik


i Tangucki powojnik


który postanowił zrobić na złość przemijaniu


W folii dojrzewają wciąż pomidory, chociaż już niewiele krzaczków zostało, to nadal są jak nigdy o tej porze roku.



Lato  i jesień w jednym koszyczku.


W moim ogrodzie lato, które nie chce odejść, łączy się z jesienią, która bardzo stara się zapanować nad ogrodowym światem. 



Jeszcze kwitnie szałwia omszona


oraz niebieska Kocimiętka



Liatra pozostawiła piękne suche kwiatostany.



Winobluszcz nabiera kolorów.


Mam nadzieję, że wytrwaliście do końca i że spacerek w tak piękny słoneczny dzień pozwolił Wam na chwilkę relaksu i odprężenia od codziennych zmagań.