Google+ Followers

czwartek, 5 marca 2015

Recykling inaczej i niespodzianka.

Witajcie kochani. 
Wiem, długo mnie nie było i tym razem też będzie krótko i zwięźle. Nie znaczy to, że do Was nie zaglądam. Owszem, zaglądam każdego dnia, tylko sama nie mogę zająć się przyjemniejszymi sprawami. Wiecie już, że remont pochłania mnie całkowicie. Na całe szczęście najbrudniejsze prace związane z wymianą i poprawą instalacji elektrycznej oraz gładzenie ścian mam już za sobą. Nawet ściany nabrały przyjemniejszego widoku i kolorów, ale do końca jeszcze długa i mozolna droga. Oby udało się do świąt zakończyć to przedsięwzięcie. Nie mam innego wyjścia jak tylko w nocy napisać krótkiego posta. Robię to z wielką przyjemnością, chociaż padam na pyszczek i paluch od młotka spuchnięty nieco granatowego koloru nabrał. Otóż jakiś czas temu wzięłam udział w Candy u Małgosi Kołodziejczyk z bloga "Czary Margo". Małgosia tworzy przecudne rzeczy , szale, poncza, broszki i wiele innych tworów z filcu. Jejku dziewczyny jakie to cuda. Sami zobaczcie co ta Małgośka wyczynia. TUTAJ  Dzisiejszego poranka listonosz przyniósł   mi przesyłkę. W pierwszej chwili nie wiedziałam co to może być, jednak jakiś orzeszek stuknął mnie w mój zmęczony mózg i zaskoczyłam. Otworzyłam z niecierpliwością kopertę i moim oczom ukazała się przemiła niespodzianka. Przepięknej urody broszka, a na dokładkę kawusia, i słodkości do niej. 




















































W tym miejscu Małgosiu kochana bardzo Ci dziękuję. Sprawiłaś mi wiele radości. Niechaj niebiosa obdarują Cię zdrowiem, byś mogła długo i wytrwale czynić takie cuda. 
Teraz będzie o modnym ostatnio recyklingu. Otóż w mojej przepastnej piwniczce, gdzieś głęboko ukryta leżała sobie półeczka. Półeczka wiekowa, gdyż pamiętam ją wiszącą u mojej babci w kuchni, a na niej wisiała makatka z napisem " Gospodyni wesoła gdy ma gości dokoła". Pewnie pamiętacie takie makatki? Już kiedyś miałam ochotę za nią się zabrać, jednak jak to w życiu bywa wszystko musi nabrać urzędowej mocy. No i w końcu owa półeczka doczekała się. Gdy ją wyciągnełam na światło dzienne wyglądała ......o zgrozo!

 No nic, pomyślałam i przeciągnęłam ją płynem do usuwania powłok malarskich. Zapach był okrutny, ale tylko część farby dała się zeskrobać. Po tym zabiegu moja półeczka wyglądała tylko nieco lepiej.


Wzięłam się więc za ręczne szlifowanie. Strasznie tego nie lubię bo to mozolna czynność, ale efekt był bardziej zadowalający. 

Po wygłaskaniu powierzchni, kilkakrotnie pomalowałam białą akrylową farbą i trochę nieudolnie przetransferowałam grafikę oraz  pomalowałam oryginalne haczyki. Tu już byłam prawie zadowolona. 


Wciąż jednak czegoś mi brakowało. Postanowiłam nakleić jeszcze drewniane dekory po bokach. Dekory przykleiłam klejem na gorąco. Teraz byłam już zadowolona całkowicie. Chciałam jeszcze zrobić przecierki, gdyż to dodałoby jej uroku, jednak moja mamcia nie była zachwycona tym pomysłem więc dałam sobie spokój, przynajmniej teraz. Być może później wezmę znowu papier ścierny do ręki i zrobię co zamierzałam.     

Mam nadzieję, że moja babunia tam w niebiosach uśmiechnęła się na jej widok. Jak myślicie?


Półeczka znajdzie swoje zaszczytne miejsce w mojej nowej kuchni i zawsze będzie mi przypominała szczęśliwe chwile dzieciństwa spędzone u babci. 
Pozdrawiam Was kochani serdecznie i cieplutko z wietrznego, deszczowo - śniegowego Pomorza.